W głowie Brunona Schulza Maxima Billera

Jako była polonistka (hi, hi!) czuję się czasem zobligowana do poważniejszej lektury. Nie chciałabym także, żebyście sobie pomyśleli iż spędzam całe dnie na oglądaniu amerykańskich seriali. Dlatego też czasem sięgam po coś bardziej treściwego, co mój mózg traktuje jak dobry posiłek po lekkostrawnej papce. Myślałam, że W głowie Brunona Schulza będzie właśnie taką sycącą strawą, ale niestety się pomyliłam. To zaledwie przystawka.

Tytuł potraktuj dosłownie

W głowie, czyli w umyśle wielkiego pisarza toczy się cała akcja tej nowelki. Mamy oto zastraszonego, zmęczonego i sfrustrowanego nauczyciela z Drohobycza, który zasiada do napisania listu do boga literatury, samego Tomasza Manna. Przedmiotem listu jest osoba tajemniczego mężczyzny, który niedawno pojawił się w mieście twierdząc, że jest właśnie Mannem. Niezwykłe maniery i ekscentryczne sceny zaobserwowane przez Brunona przeczą wszelkiej możliwości by ceniony na całym świecie pisarz był tym indywiduum. Dlatego też Manna trzeba ostrzec.

Osobiście wątpię, czy gdyby nawet podobny list trafił do pisarza, doczekałby się odpowiedzi czy nawet poważnego potraktowania. Schulz piszący list jest wciąż Schulzem artystą, który do obiektywnych faktów dodaje masę swoich artystycznych surrealistycznych wyobrażeń. Bardzo to zmysłowe, nastrojowe i poetyckie, tyle że wątpię by Mann coś z tego zrozumiał, o ile oczywiście już wcześniej nie zaczytywał się w dziełach twórcy z Drohobycza.

Bruno spędza kilka godzin w swym pokoju, a my wchodzimy do jego głowy i oglądamy jego wyjątkowy świat. Wśród wirujących metafor dostrzegamy odpryski prawdziwych lub prawdopodobnych wydarzeń, które oplata mglista narracja.

W powietrzu czuć zagrożenie

Jest rok 1938, zatem to, że podejrzany osobnik, podający się za Tomasza Manna, spiskuje po kątach z mężczyzną w czarnych skórzanym płaszczu, nie może pozostać dla nas obojętne. Szpiedzy szepczą w najwyższym stopniu niepokojące rzeczy na temat żydów, a Schulz postanawia donieść o tym swemu najwyższemu autorytetowi, bo to przecież niemożliwe by kulturalni Niemcy mieli z tym spiskiem i nadciągającym zagrożeniem cokolwiek wspólnego. Oto wielki Niemiec i umiarkowanie znany Żyd zostali w umyśle pisarza skonfrontowani, jako pewnego rodzaju pomniki swoich postaw i reprezentanci swoich kultur. Tym, którzy nawet dziś zastanawiają się nad tym, jak to się stało, że tak cywilizowany naród jak Niemcy napadł na Polskę, ta nowelka da zapewne trochę do myślenia.

Wielki zawód

Zawiodłam się szczerze tą lekturą, nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że liczyłam na znacznie więcej. Więcej treści, oryginalnych pomysłów, nawet stron tekstu. Wszystkiego tu dla mnie za mało. W głowie Brunona Schulza sprawia wrażenie jakby sam Schulz je napisał, ale zgrabny pastisz mi nie wystarcza. Znamy w końcu aż za dobrze (wszak najsłynniejszy mieszkaniec Drohobycza wciąż zyskuje rzesze oddanych czytelników) ten styl, to rozmarzenie, postaci przemieniające się w zwierzęta, a nawet osobę narratora z tym jego masochizmem i licznymi fetyszami. Liczyłam na nową jakość, zwłaszcza, że chodzi o list do Tomasza Manna. Chyba marzyło mi się jakieś karkołomne połączenie stylów tych dwóch pisarzy. Tomasza Manna uwielbiam, Schulzem się zachwycam, a jednak ta książka nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Może W głowie Manna jeszcze powstanie i będzie ciekawsze, chociaż to byłby chyba tylko taki uwspółcześniony i zakręcony Doktor Faustus.

Koniecznie jeszcze muszę napisać o szczupłości tego tomiku. Wiem, że sztuka literacka nie jest aż tak wymierna by ją przeliczać na kartki oraz że to w sumie małostkowe z mojej strony, ale i tak napiszę, że to jest za krótkie. Nie rozumiem dlaczego nowelka nie została włączona do jakiegoś większego zbioru lub wydana w bardziej ekonomicznym formacie. Dostajemy chudy zeszycik w twardej oprawie. Trzcionka jest bezczelnie wielka, a w dodatku włączono jeszcze rysunki Schulza. Efekt czytania tego dzieła, podobnego do wszystkiego co schulzowskie, to nieprzyjemne uczucie (po zaledwie godzinnej lekturze), że ktoś nas nabiera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *