Hitchcock

Debiut reżyserski Sachy Gervasiego ukazuje pracę genialnego Alfreda Hitchcocka nad swoim największym dziełem, czyli Psychozą. Obserwujemy cały proces powstawania słynnego filmu, od momentu zapoznania się twórcy z książką, aż do kasowego sukcesu dreszczowca.

Film stara się uchwycić wszystkie aspekty życia mistrza suspensu, wyjaśniając (zwłaszcza młodszym widzom) jakie były przyczyny sukcesu tej legendy dwudziestowiecznego kina. Jeśli jednak widzowie chcieli wyrobić sobie zdanie na temat reżysera, to byliby naprawdę zdziwieni faktem, że ktoś taki w ogóle mógł kręcić przynoszące wielomilionowe zyski przeboje filmowe. Mnie dziwi nawet fakt, że w ogóle miał żonę, a podobno nawet dziecko. Z omawianego obrazu wyłania się bowiem portret antypatycznego, złośliwego starszego faceta, nie umiejącego zapanować nad sobą w absolutnie żadnym aspekcie życia. Nie dość, że jest chorobliwie żarłoczny, a przez to otyły, to w dodatku jest złośliwy, a nawet wulgarny. Cierpią na tym głównie pracujący z nim filmowcy i aktorzy, oraz oczywiście żona. Kobieta musiała być albo bardzo głupia, albo święta, bo żaden geniusz nie uzasadnia takiego zachowania jakie prezentuje na ekranie jej małżonek. Gdyby był szczuplejszy pewno zdradzałby ją na lewo i prawo ze swoimi aktorkami. A tak poprzestawał jedynie na sprośnych komentarzach, oglądaniu zdjęć (nie cieszcie się, bo tylko twarzy) i na podglądaniu przez dziurę w ścianie swojego biura. Otoczenie ma do niego jednak wprost anielską cierpliwość, bo taki jest gruby i brzydki, więc raczej nieszkodliwy.

W postać Alfreda Hitchcocka wcielił się Anthony Hopkins i jak zwykle nie można mu niczego zarzucić, choć kreacja nie porywa. Dziwna charakteryzacja, czyli niezbyt udane pogrubienie aktora, sprawia, że widz nie może skupić się na filmie, tylko ciągle myśli ,,Czemu ten facet tak dziwnie podnosi głowę jak mówi. Przecież zaraz się udusi”. Otyłości dodano zdecydowanie za mało, żeby Hopkins musiał się aż tak nadymać. Nie pomaga też robienie wilgotnego dzióbka. Na twarzy prawdziwego Hitchcocka nie był on aż tak rażący niż na obliczu brytyjskiego aktora. Żonę mistrza, Almę, gra wspaniała Helen Mirren i trzeba przyznać, że jednak mimo wszystko dobrze się ogląda parę tak doświadczonych aktorów. Warto wybrać się na film choćby dla przyjemności podziwiania ich warsztatu.

Nie da się tego niestety powiedzieć o grającej Janet Leigh (odtwórczynię głównej roli w Psychozie) Scarlett Johansson, ale nie po to ją zatrudniono by wykazywała się talentem. Miała być, i rzeczywiście jest, wcieleniem thrillerowego seksapilu. Skupia w sobie wszystkie blond piękności jakie reżyser angażował przez lata do swoich produkcji. Widać, że zrobiono wszystko by Johansson wprost ociekała seksem na ekranie. Nie do końca się to udało. Są zbliżenia na apetyczną (choć bez przesady) pupę aktorki oraz na biust (i to tak często jak to możliwe). Wrażenie ponętności i słodyczy popsuła jednak dziwna fryzura, w których piękność wygląda jak stara ciotka z wodogłowiem.

Podsumowując, trzeba stwierdzić, że film jest dobry, a byłby świetny, gdyby zatrudniono speców od charakteryzacji z większym wyczuciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *