Pomiń zawartość →

Tag: Lars Kepler

Hipnotyzer

Ten film jest tak słaby, że mógłby uchodzić za polską produkcję. Po raz kolejny nabrano widzów na urok skandynawskiego kryminału, tyle że ta kinowa produkcja ani specjalnie kryminalna, ani urokliwa nie jest. Owszem mamy morderstwo, i to nawet potrójne, ale znacznie więcej tu wątków obyczajowych i elementów horroru, niż dobrego kryminału.

Hipnotyzer jest reklamowany jako świetna ekranizacja bestsellera niejakiego Larsa Keplera (a zna go ktoś?), oraz szwedzka propozycja oscarowa. Słabo widzę jakoś te Oscary. Jak dla mnie, to co najwyżej średniej jakości filmiszcze popołudniowe lub do obejrzenia po wieczornym dzienniku. Takie sentymentalno-straszne okruchy życia, bazujące na utartych schematach fabularnych. Nie wiem zresztą czemu aż tak mnie to zaskoczyło. Powiedzmy sobie szczerze – większość tego, co nam się wciska jako skandynawski kryminał, to straszna chała i potworne nudziarstwo. Nie zachwycają mnie te śnieżne krajobrazy, wieczny mrok, białe rustykalne wnętrza i wiecznie przygnębieni ludzie mordujący się w dziwny sposób. Przyznam się też, że nawet saga Millenium mnie nie zachwyca. Nie zachwyca mnie w ogóle ani książka, ani film, ani kolejny film. Przegadane to i napisane bez wyczucia, dramaturgii czy talentu. Pod tym względem Hipnotyzer dobrze pasuje do tego gatunku.

Skomentuj