Uparte serce. Biografia Poświatowskiej

Książkę Kaliny Błażejewskiej czytają lub już przeczytali wszyscy, a sądząc po opiniach wyrażanych na internetowych forach oraz w recenzjach prasowych, każdego ta lektura zachwyca. Cóż, mnie nie zachwyca. Nie znaczy to jednak, że mi się nie podobało, albo, że już do niej nie wrócę. Uparte serce podobało mi się bardzo i miałam z czytania dużo przyjemności, ale to świadczy tylko o tym, że mam nie najlepszy gust lub, że na wiele rzeczy potrafię przymknąć oko i się nie zniechęcać. Może gdybym czytała to jako nastolatka zachwyciłabym się tym sentymentalnym wzdychaniem, dziewczyńską ironią i tymi wszystkimi bzami i fiołkami nieco bardziej. A tak nie jestem fanką twórczości Poświatowskiej i już jestem pewna, że nigdy nią nie zostanę.

O czym to jest raczej wiadomo. Otrzymujemy stylizowaną lekko na powieść, biografię zmarłej w wieku 32 lat polskiej poetki i niedoszłej filozofki. Od momentu, gdy pod koniec wojny, na skutek ukrywania się w piwnicy, Halina zapada na anginę, potem na gorączkę reumatyczną, która nieodwracalnie zniszczyła jej serce, opisom biografki towarzyszą wspomnienia świadków, fragmenty listów, wiersze poetki no i oczywiście liczne zdjęcia. Kalina Błażejewska uzbierała co się dało, dzięki czemu czytelnik czuje się bardzo blisko opisywanej postaci. Jesteśmy niemal w skórze Poświatowskiej. Wraz z nią leżymy miesiącami w łóżku, jeździmy po sanatoriach, płyniemy do USA Batorym i poddajemy się operacji serca. Niestety także towarzyszymy frywolnej Halinie w zaprzepaszczaniu efektów owej operacji, czyli w życiu tak, jakby jej zależało na szybkiej i spektakularnej śmierci.

Jak dla mnie, mogłaby to być biografia maszynistki, nauczycielki czy gospodyni domowej. Do tego stopnia jest mi obojętne życie ,,zawodowe” Poświatowskiej (polegające głównie na braniu zwolnień zdrowotnych). To, że zupełnie nie jestem pod wrażeniem twórczości nie oznacza jednak, że nie lubię samej postaci. Bardzo spodobały mi się niektóre cechy Haliny, a szczególnie upór w dążeniu do wyznaczonych celów, a także łatwość z jaką porzucała to, co osiągnęła, najczęściej z powodu kaprysu, czyli tzw. odruchu serca. Męczy się bidula z dala od domu w amerykańskim koledżu, uczy się języków i zdaje egzaminy na piątki, po czym uznaje, że tęskno jej za mamą i Krakowem, i wraca. No kto tak robi?! Albo te jej kłopoty finansowe. Jaki trzeba mieć tupet by wyłudzać od zagranicznych przyjaciół kasę i leki, a jednocześnie przyznawać się do lekkomyślnych zakupów i rozrzutności. Normalnie żyła tak, że wprost nie wypadało jej umrzeć później. Wszystkich by rozczarowała. O jej licznych miłościach i fascynacjach już lepiej nic nie wspomnę. Dodam może tylko, że sposób prowadzenia narracji przez panią Błażejewską sprawiał, że nie orientowałam się za bardzo, z kim Halina jest w danym momencie, z kim chciałaby być i co właściwie on na to. Bardzo to wszystko jednostronne.

Jak zwykle przy czytaniu biografii, zwracałam uwagę na rzeczy najbardziej błahe, które w sumie nie wiadomo dlaczego się tu pojawiły. Z fascynacją zapoznawałam się z opisami kolejnych sukienek i fryzur poetki, a także jej zabiegów kosmetycznych (płukanie włosów w cebuli, suszenie ich nad kuchenką, wcieranie kremu na nieistniejące zmarszczki). A o jej diecie wiem już więcej niż o sposobie odżywiania się własnej rodziny. Zdumiewające są to rzeczy, zważywszy na jej figurę i oczywiście stan zdrowia.

Najbardziej jednak zakręciłam się na punkcie urody tej niegrzecznej wdówki. Uwielbiam wprost zapoznawać się z kanonami estetycznymi minionych epok, nawet jeśli to tylko kilkadziesiąt lat wstecz. Czytając opisy jej urody sądziłam na początku, że ktoś podmienił zdjęcia w moim egzemplarzu. Taka mysia twarz o ostrych rysach i wydatnym nosie. Te dziwne grzywki i lekko zezujące oczy. A jednak coś w niej jest, bo na koniec sama uznałam, że wyglądała jak polska Audrey Hepburn.

Nie lubię tej postaci, ale przyjemnie było się na nią pozłościć w czasie lektury. Moim zdaniem ktoś ją powinien przełożyć przez kolano i spuścić porządne lanie. Gdyby skończyło się w szpitalu byłaby pewno nawet zadowolona. Tyle zawracania głowy wszystkim dookoła o to wadliwe serce i tyle wysiłku by je ostatecznie dobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *