Niemożliwe

NiemozliweJeśli nie macie dzieci, to film ten będzie dla was absolutną stratą czasu i totalnym nudziarstwem. Wszystko w tym obrazie jest manipulacją i takim nieprzyjemnym gmeraniem w uczuciach widza, na które nie każdy może mieć ochotę. Historia dotyczy losów jednej rodziny, nie wiadomo skąd, która funduje sobie egzotyczne azjatyckie wakacje. Podczas wypoczynku dopada ich tsunami, na skutek którego giną tysiące osób, ale oczywiście nie główni bohaterowie, którzy szukają się przez resztę filmu. Szukają się zresztą w bardzo osobliwy sposób, głównie wykrzykując imiona na zatłoczonych ulicach, terenach zalanych wodą i szpitalach. Przez cały film nic tylko ,,Maria! Lucas! Mamo! Tato!”. Okrzyki te miały chyba za zadanie zastąpić dialogi, których tu praktycznie nie ma, toteż widz jest momentami poważnie zdezorientowany na skutek niezrozumienia ciągu przyczynowo-skutkowego.

Wspomniane wcześniej manipulacje dotyczą ciągłego pokazywania rozdzierających serce scen, które z każdego rodzica byłyby w stanie wycisnąć łzy. Podobno. Ja przez cały czas zastanawiałam się, które to sceny konkretnie miały być niby takie piękne, ale w końcu nie udało mi się dostrzec nic wyjątkowego. Czy miała to być scena, w której chłopiec pomaga matce wspiąć się na drzewo? A może moment, w którym mały szkrab oferuje, że zaopiekuje się swoim jeszcze młodszym braciszkiem? Bo z pewnością nie scena, w której matka zapowiada, że zaraz zejdzie na tamten świat i żegna się ze zgromadzonymi. Wszystko to już tyle razy widzieliśmy w kinie, że nawet wielka fala nie jest w stanie przegnać znudzenia widzów (no dobra, mojego).

Sama fala też nie jest aż tak wspaniała i pojawia się tylko na początku. Potem jest już tylko bagno, brudni Azjaci i chaos w szpitalu. A miało być takie piękne wielkie widowisko…

Podejrzewam, że gdyby zatrudniono chociaż lepszych aktorów, efekt byłby odrobinę lepszy. Naomi Watts i Ewan McGregor są jak zwykle sympatycznie nijacy. Chłopcy grający ich dzieci spisali się znacznie lepiej, ale jak się jest wielkookim pulchnym szkrabem to chyba nie trudno wypaść dobrze przed kamerą.

Nie liczcie też na jakąś wstrząsającą charakteryzację, choć można było tu zaszaleć. W końcu uszkodzone ciała ocalałych z kataklizmu powinny nam dawać jakieś wyobrażenie o potędze żywiołu. Niestety bladość Naomi Watts wydaje się jakaś sztuczna, a przekrwione oczy McGregora to też żadna rewelacja. Podbite oko nieszczęsnej matki wyglądało trochę jak rozmazany makijaż Jockera, ale jej rany były za to całkiem realistyczne. Wiszący ochłap skóry na nodze i poharatana pierś wyglądały prawie realnie (czepiam się, bo dobry charakteryzator zrobiłby je tak, że wyglądałyby na bardziej niż prawdziwe; do takiego standardu nas przyzwyczajono).

Właściwie nie wiem po co aż aż tyle słów na opisanie czegoś tak błahego. Ot, po prostu rozczarowujące i nudnawe ,,okruchy życia”, jakich wiele puszcza się nawet w polskiej telewizji po 20.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *