Pomiń zawartość →

Lapvona, Ottessa Moshfegh

Ależ to fascynująco dziwna książka! Na trzy dni zupełnie wyłączyła mnie z życia i choć na koniec czułam się zbrukana obrzydliwościami spływającymi z kart tej powiastki filozoficznej, to jednak nie żałuję lektury. Autorka podstępnie wabi nas do swojego świata, utkanego z nici średniowiecznych inspiracji, które wszyscy dobrze znamy. Od razu można poczuć się tu swojsko i całkiem przyjemnie, mimo iż zawiewa trupkiem. Niestety, gdzieś od połowy swojskość ulatnia się w oparach szalonej groteski, a biedny czytelnik może tylko łapać się za głowę i czytać dalej, z nadzieją, że ma to wszystko jakiś sens, że będzie morał i pokrzepienie. Nie będzie.

W magicznym świecie szalonego garbusa

Są takie pewniki, odwieczne toposy, których nie podważamy oddając się nowej lekturze. Jak brzydal, to na pewno o złotym sercu niczym garbus z Dzwonnika z Notre Dame. Wiadomo też, że złego władcę musi spotkać zasłużona kara, że czarownica w lesie, to poczciwina obdarzona wielką mądrością, że miłość między kochankami zwycięży wszystko. W swej naiwności jesteśmy nawet skłonni wierzyć, że ksiądz hedonista i intrygant, zostanie przez Bozię ukarany, a podstępne knowania u szczytów władzy zostaną uczciwie osądzone. Wszystkie te nasze ,,oczywistości”, narracyjne schematy i toposy, do których przywykliśmy, mutują w Lapvonie w bardzo dziwne twory.

Głównym bohaterem powiastki Moshfegh jest nastoletni chłopiec o imieniu Marek, mieszkający wraz z ojcem w średniowiecznym lennie (jak dla mnie podobnym do królestwa z ekranizacji Pierścienia i róży). Wszystkie bidy i nieszczęścia spotkały się w osobie tego chłopca, który nie dość, że ma zniekształcone ciało, to jeszcze jest niepełnosprawny intelektualnie i to w stopniu znacznym. Rachityczny, krzywy, garbaty, nękany przez religijną histerię i uwikłany w masochistyczny związek z ojcem furiatem, Marek jest niczym tykająca bomba, która w każdej chwili może nieoczekiwanie wybuchnąć i rzeczywiście to robi.

Narrator w bardzo sprawny sposób przenosi wzrok z jednego bohatera, do następnego, także szybko i dogłębnie poznajemy innych mieszkańców okolicznej wioski, lasu, pastwiska i dworu. Jest tu Juda, ojciec Marka, kochający nad życie swoje owieczki, a wobec ludzi oschły i agresywny. Niby poczciwy pasterz, a jednak strona po stronie okazuje się paskudnym czarnym charakterem, bo ciężko jest pałać sympatią, do gwałciciela, kanibala i szalonego onanisty. Równie barwnie przedstawia się postać seniora lenna, prywatnie kuzyna Judy, którego rozum już dawno opuścił, zastąpiony niepohamowanym hedonizmem i okrucieństwem. Z bardzo bliska poznajemy także młodszych mieszkańców wioski oraz dworską służbę. Jednak w tym zalewie barwnych i fascynujących kreatur, moją faworytką jest zdecydowanie Ina, leśna znachorka. Czytając o jej życiu i poczynianiach, po raz pierwszy zorientowałam się, że w Lapvonie nie obowiązują tradycyjne zasady gry między pisarzem, a czytelnikami. Ina jest ślepą stulatką, która leczy całą wioskę ziołami, wskrzesza męską potencję, spędza płody, ale także żywi swoją piersią absolutnie każdego, od kołyski aż po grób. I chciałabym zapewnić, że opisy tego jak jej uwiędłe piersiątka trafiają do ust podstarzałych mężczyzn, są najpaskudniejszą rzeczą, o jakiej czytałam, ale nie mogę (gdyż wszystko przebija opis czynności higienicznych, jakim jest poddawany Marek na dworze seniora).

Czysta radość czytania

Mimo wielu zastrzeżeń, bardzo polecam Lapvonę. Zapewniam, że nie często można się spotkać z tak zręcznym prowadzeniem narracji, inteligencją i kunsztem słowa. Tu nie ma słabych, nudnych momentów! Od pierwszego do ostatniego zdania jest to lektura przyciągająca wyobraźnię jak magnez, chwytająca za gardło i trzymająca w mocnym uścisku. Autorka po prostu wie jak pisać, by się dobrze czytało. Jednocześnie, mimo całej tej groteskowej obrzydliwości, tych gnijących trupów, wyziewów i oparów szaleństwa, ta książka przypomina nam, na czym polega magia literatury. Jeśli jesteście akurat na etapie czytelniczego wypalenia, jeśli zniechęcił was zalew nudnych, przegadanych, nijakich, miałkich i wtórnych tworów literaturopodobnych, to zapewniam, że Lapvona przywróci wam błysk w oku i zachęci by ze świeżym entuzjazmem wybrać się na czytelnicze łowy.

Opublikowano w Uncategorized

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *