Katarzyna Grochola i jej „Przeznaczeni”

Była taki czas, parę lat temu, kiedy w polskiej kinematografii, nastał absolutny bum na komedie romantyczne. Zaczęło się od filmu – zwycięzcy w kategorii box office – „Nigdy w życiu!”, a potem, efektem kuli śnieżnej, powstawały, raz lepsze raz gorsze,  kolejne produkcje sortu romance. Katarzyna Grochola, jako autorka powieści, na podstawie której powstał film, miała w tym swój ogromny udział. Pisarka, której „Nigdy w życiu!” było drugą książkową publikacją, stała się częścią kultury masowej. Zdobyła popularność, na stałe wpisała się w pewien okres polskiej kultury czytelniczej. Rokrocznie, na półki księgarni zaczęły trafiały kolejne powieści Grocholi. Mimo, że każda inna, to jednak każda wpisywała się jednak w kanon literatury kobiecej. Rozbudzająca nadzieje na miłość, szczęście, poruszając zakamarki naszej wyobraźni i wywołując mrzonki o lepszym jutrze. Cały czas płynąc na tej samej łódce, w pewnym momencie, Grochola postanowiła jednak wyskoczyć za burtę i zniknąć na parę lat. Jak dobrze można się było spodziewać, nie było to spowodowane kryzysem twórczym, a wręcz przeciwnie. Ten czas pisarka poświęciła na pracę nad najnowszą książką wydaną w 2016 roku „Przeznaczeni”.

Powieść jak najbardziej obyczajowa, opowiada o pokrętnych losach kilku bohaterów. Wiele wątków, planów, ludzie niczym ze sobą nie powiązani, w końcu gdzieś spotykają się ze sobą przypadkiem, lub jak to woli, za sprawą tytułowego „Przeznaczenia”. Jest Olin, tak zwana kobieta sukcesu. Nie trzeba czytać książki, żeby wiedzieć, że pod tym pojęciem ukrywa się tak mocno zakorzeniony, w naszym polskim, a i może światowym, stereotyp dobrze postawionej, dobrze zarabiającej, samodzielnej kobiety, lecz niestety nieszczęśliwe zakochanej. Jest Mateusz, któremu oprócz pieniędzy, nie brakuje również kobiet. Oczywiście do czasu. W pewnym momencie spotyka na swojej drodze Gabrysię, wrażliwą dziewczynę, która obraca się w środowisku, gdzie wrażliwość najlepiej było by schować do pudełeczka i położyć na samo dno szafy. Gabrysia, jedna z głównych bohaterek pracuje w kasynie, jest krupierką. Na co dzień ogląda wzloty i upadki graczy, doświadcza razem z nimi ich skrajnych emocji. Jest postacią, która ewoluuje na kartach powieści. Uczy się jak, przekraczając progi kasyna zostawić samą siebie za drzwiami, a w środku jak na teatralnej scenie stać się aktorem, który odgrywa swoją rolę, zostawiając emocje gdzieś z tylu głowy.

Zresztą, uważam, że wątek kasynowy jest jak najbardziej godny uwagi. Grochola z fikcji literackiej stworzyła w pewnym stopniu zapis dokumentalny. Cały klimat miejsca ze wszystkimi jego detalami, atmosferą, zachowaniem graczy, są jak najbardziej bliskie rzeczywistości. Jeżeli nie byłeś, nie widziałeś co dzieje się w kasynie, to Grochola jak przewodnik, poprowadzi cię poprzez wszystkie mroczne, ale też zabawne zakamarki jaskini wielkich pieniędzy. Ba! Jeżeli nie wiesz w co i jak gra się w kasynie, to Grochola, autorka kobiecych romansów(!), przedstawi ci rozległy wybór opcji i układów takich karcianych gier jak Hold’em czy Black Jack (chociaż oczywiście zrozumienie tych zawiłości będzie prostsze, jeżeli znamy zasady albo wcześniej poczytamy o tym w sieci). Dokładność, z jaką przedstawia ten specyficzny świat sprawia, że ze strachem, ale też z ogromną ciekawością chciałoby się poczuć chociażby przez moment smaczek takiego miejsca. Ogromnie doceniam tutaj research Pani Katarzyny, i przygotowanie do napisania powieści, bo trzeba nadmienić, że bycie pisarzem, nie oznacza tylko przelewania na papier tego co nam siedzi w głowie. Wymyślanie historii i postaci to jedno. Druga ciemniejsza strona pisarstwa jest typową biurową harówką – ciągłe poprawki, redagowanie, kreślenie, wieczne pytanie jak „tą myśl” ubrać w słowa.

Za to wszystko, chapeau bas, za resztę, już nie do końca. Bohaterzy, którzy na swój sposób mieli być oryginalni, stoją w typowych, standardowych opozycjach. Olin jest bogata, ale nieszczęśliwa, Kuba w poszukiwaniu lepszego jutra – wylatuje do Stanów. Nawet postać Jerry’ego, z którą wiązałam wielkie nadzieje, okazuję się, przynajmniej pod względem psychologicznym, przedstawiona nad wyraz płytko. Jerry polski emigrant, który w Ameryce dorobił się synów i  kolejnych żon, a także paru szemranych interesów, nieustannie próbuje się na czymś dorobić. Oprócz interesującego opisu, nie ma w tej postaci, niestety, nic co mogło by zaskoczyć czytelnika. Mimo skomplikowanej narracji powieść grzęźnie w banalnych mądrościach, mówiących, że trzeba „rozpoznać swoje przeznaczenie” i „nic nie dzieje się przypadkiem”. Choć jest też zalążek (nierozwinięty do końca) polemiki z przeznaczeniem, z której można by skonstruować dobre opowiadanie. Ale poza tym, inne fragmenty są okraszone ckliwością, a bohaterowie pozostają dwuwymiarowi. Popularna pisarka, zapewne mając już dość „obrobionych” tematów, postanowiła podjąć się nowego, trudniejszego wyzwania. I bardzo dobrze. Nowa powieść Grocholi jest taką właśnie próbą wyjścia z szufladki z romansami, niestety, niezbyt udaną. Łatwość i sposób, w jaki autorka porusza wielkie tematy: pytania o los, przepisy na mądrość, wielkie tragedie i wzruszenia powodują, że książka nie może wyjść poza schematy. Można to bardzo łatwo wyczuć na podstawie perypetii, wcześniej już wspomnianej Olin. Bohaterka, zakochana w żonatym mężczyźnie, od 20 lat ma nadzieję, że zostawi dla niej wszystko.

Zawodowo, autorka przynoszących jej ogromne zyski kryminałów, nagle postanawia zająć się literacko poważnymi tematami historycznymi. W efekcie uzyskujemy następny romans, z tą tylko różnicą, że na siłę zostały tu wepchnięte poważne rozważania, motywy, które powinny zmusić czytelnika do myślenia. Pomimo, tej niepochlebnej opinii, nie uważam, żeby „Przeznaczeni” nie byli warci przeczytania. Zwłaszcza, jeżeli ktoś czytał poprzednie książki Grocholi. Ta powieść bardzo dobrze obrazuje jak autorka, na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat dopracowała swój warsztat pisarski. A próba nowych form, próba wyjścia z szufladki (do której często sami się wsadzamy) zawsze jest godna podziwu i warta zauważenia. Nie wiadomo czy to los, czy przypadek wepchnął Katarzynę Grocholę na tą ścieżkę.  A może właśnie przeznaczenie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *