Pomiń zawartość →

Tag: handel narkotykami

Narcos

Cały świat się zachwyca i choć mnie może ten serial nie wprawia w aż taką euforię jak co niektórych, to jednak oglądam go z dużą przyjemnością i muszę przyznać, że jest naprawdę dobry. Otrzymujemy oto produkcję stylizowaną nieco na paradokument, w której momentami pojawiają się nawet na ekranie autentyczne postaci, a której tematem są najbardziej krwawe i najciekawsze momenty walki kolumbijskiej policji i armii oraz służb amerykańskich z kartelem narkotykowym kierowanym przez cieszącego się szaloną wręcz sławą Pabla Escobara. To co się działo w Kolumbii w latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych to tak dobry materiał filmowy, że podejrzewam, iż nawet gdyby serial składał się wyłącznie z fragmentów ówczesnych wiadomości telewizyjnych, też by się go oglądało z wypiekami na twarzy. Aż można zapomnieć, że to co widzimy na ekranie jest zapisem tragedii tysięcy Kolumbijczyków, a i tych wszystkich amerykańskich narkomanów, kupujących od Kartelu z Medellin kokainę tonami, powinno być nam żal. Ale raczej nie jest, prawda?

2 komentarze

Daredevil

Do niedawna filmy i seriale na podstawie komiksów zupełnie mnie nie obchodziły, a jedynym superbohaterem, o którym wiedziałam cokolwiek był Batman i to tylko dlatego, że mam do niego sentyment z dzieciństwa. Marvelowskie superprodukcje, w których bohaterowie są obdarzani coraz dziwniejszymi mocami, to dla mnie jakieś kuriozum i kicz totalny. Na szczęście nowy Daredevil to zupełnie inny poziom, istny powiew świeżości w świecie produkcji, w którym roi się od tępawych mięśniaków granych przez średnio zdolnych aktorów w dziwacznych charakteryzacjach, biegających w trykotach, strzelających laserem z oka, czy miotających różnymi obiektami.

7 komentarzy

Ślepnąc od świateł Jakuba Żulczyka

Lubię książki Żulczyka głównie dlatego, że nie przemawiają do mojego wyczucia artyzmu czy inteligencji, ale bezpośrednio do emocji. Nie przeszkadza mi zupełnie to, że praktycznie każda książka tego autora jest o tym samym (w skrócie o tym, że świat jest zły i brudny, a gdyby pozostali ludzi mogli na siebie spojrzeć oczami narratora, to popełniliby natychmiastowe samobójstwo). Choćby kolejnych dwadzieścia było napisanych tak jak Ślepnąc od świateł czy Radio Armageddon też bym je przeczytała. Bardzo odpowiada mi ta aura i towarzyszące lekturze przekonanie, że oto ktoś dla odmiany postanowił być z czytelnikiem szczery. Biorąc do ręki każdą kolejna powieść (tak, nawet Zmorojewo) wyobrażam sobie autora zasiadającego do pisania z myślą „To teraz miśki dostaniecie coś na surowo”.

Komentarz