Pomiń zawartość →

Wiek Adaline

Może nie wszyscy wiedzą, ale jest taki serial pt. Forever, który właśnie miał swój finał, a na kontynuację się nie zanosi. Otóż głównym bohaterem tego serialu jest dwustuletni Henry Morgan, który na skutek śmierci klinicznej w wodzie stał się nieśmiertelny. Żyje sobie teraz w Nowym Jorku i wspomina przeszłość, zastanawiając się jednocześnie czy może sobie jeszcze pozwolić na miłość. Forever to niezbyt oryginalny, ale miły w oglądaniu, taki ciepły serial z sympatycznymi aktorami. Dlaczego tutaj o nim pisze? Ponieważ Wiek Adaline jest dokładnie o tym samym. Oprócz tego, że bohaterką jest kobieta i rzecz dzieje się w San Francisco, to wszystko jest identycznie jak w Foreverze. Te dwie produkcje są do siebie tak podobne jak Jeziorak do The Killing i może dlatego tak bardzo bardzo mi się dłużył i nużył seans. W końcu wszystko to już widziałam. A może chodzi o to, że jednak Blake Lively nie jest na tyle dobrą aktorką żeby pociągnąć całą fabułę.

Młoda na ciele i umyśle

Adaline, choć ma sporo ponad setkę na karku, prezentuje się znakomicie. Przez to, że w przeszłości zainteresowały się jej sekretem służby specjalne, chcące przeprowadzić na niej eksperymenty, kobieta jest wyjątkowo czujna i ciągle się ukrywa, ale nie psuje jej to dobrego humoru, ani, co ważniejsze, fryzury. Choć co 10 lat zmienia miejsce zamieszkania i tożsamość, odnajduje się doskonale we współczesnym świecie. Gdy ją poznajemy, pracuje w bibliotece w San Francisco, między innymi przy katalogowaniu filmów sprzed wieku, czyli takich, które pokazują czasy jej młodości. Oprócz córki (leciwej już staruszki) i uroczego spaniela, nie ma w jej życiu nikogo bliskiego. Sytuacja się zmienia, gdy zaczepia ją przystojny choć nijaki Ellis (Michiel Huisman), który od razy zakochuje się w niej po uszy. Jak się sprawy potoczą, to już wiadomo. Od happy endu nie da się uciec, a droga do niego praktycznie ani razu nie okazała się szczególnie zaskakująca.

Nieśmiertelność się sprzedaje

Do niedawna nieśmiertelność była tematem zagarniętym przez science fiction i fantasy, ale w romansach też się dobrze sprawdza. Zresztą hollywoodzkie baśnie o miłości są już tak odrealnione, że dodanie kolejnego fantastycznego elementu niewiele zmienia. Dla mnie to żadna różnica czy ktoś się zakochuje w obłędnie pięknej i bogatej Amerykance, czy w Amerykance, która oprócz majątku i urody ma też nieśmiertelnie zmutowane geny.

Jak by nie było, film jest sukcesem kasowym, za który odpowiadają w głównej mierze fanki kultowego w mocno młodzieżowych kręgach serialu Plotkara, w którym Lively jest gwiazdą. No i nieśmiertelność, tak dobrze sprawdzająca się w fabule Zmierzchu, także przemawia do nastoletnich gustów.

Michiel Huisman i Blake Lively
Michiel Huisman i Blake Lively

Swoją drogą zastanawiam się, czy innych też śmieszy to, że stuletnia kobieta zakochuje się w dwudziestolatku i nikt nie widzi w tym problemu. No dobra, nie wygląda na swoje lata, ale psychicznie ludzie także się starzeją. To jakieś śmieszne jest, wręcz groteskowe.

Nie dla mnie

Z przykrością muszę donieść, że na Wieku Adaline męczyłam się bardzo. Ciągnie się to i wlecze niemiłosiernie. Nawet trzymający się całkiem nieźle Harrison Ford na drugim planie nie ratuje sytuacji. Winą za mój ciężki stan obarczam oczywiście mój nie nastoletni już wiek, ale także koszmarną grę aktorską Blake Lively. Jest ładna i zgrabna, ale talentu nie ma dziewczyna za grosz. Sunie po stylowych wnętrzach i ulicach jak modelka z wybiegu, prezentując coraz ładniejsze sukienki i sweterki (z pewnością vintage i bardzo drogie). Niestety w każdej scenie, bez względu na to co by się działo, ma tę samą niby tajemniczą miną i uśmiech zadowolonego z siebie kota, który zjadł przed chwilą osełkę masła.

Szkoda mi czasu, który zmarnowałam na ten cukierkowy romans, który nie był nawet w połowie tak ciekawy jak pojedynczy odcinek Forevera. Zamiast wydawać pieniądze na bilet, obejrzyjcie sobie serial.

Opublikowano w Filmy

Komentarz

  1. Gość Gość

    Super film. Lekki. Fajna rola Lively. Nie wiem skąd tyle krytyki dla tego filmu? Ja oglądałam z zapartym tchem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *