Pomiń zawartość →

Tag: science-fiction

Wirus (The Strain)

Gdy człowiek myśli, że widział już wszystkie wampiryczne kurioza na ekranie, dostaje takie oto dziwo i już nic nie jest takie jak przedtem. Tym razem nie wystarczył miks krwiopijców z zombiakami, doszły jeszcze elementy science fiction reprezentowane przez dość paskudne robale. Normalnie oglądam i nie wierzę, że ktoś wpadł na taki pomysł. Dałoby się to to jeszcze obronić, gdyby było podane w mniej poważnej konwencji, na przykład tak jak w Czystej krwi (gdzie w końcu wirusów i dziwnych miksów nie brakuje), ale w The Strain oni tak na serio.

2 komentarze

Extant

Choć sam Steven Spielberg przyłożył rękę do tego projektu, a główną rolę gra laureatka Oscara Hally Berry, Extant jakoś nie zachwyca. Pierwszy odcinek wzbudził (chyba nie tylko we mnie) spory entuzjazm, ale z każdym kolejnym rozczarowań jest coraz więcej. Miło jest co prawda pooglądać wreszcie coś, co jest science fiction dla dorosłych, a nie dla uwielbiających wampiry i zielonych kosmitów nastolatków, ale czy alternatywnym wyjściem zawsze musi być spisek wielkiej korporacji i telenowelowe obyczajowe dłużyzny.

Komentarz

Transcendencja

Z opisów wynikało, że będzie to takie sobie science fiction, ale Transcendencja okazała się miłym zaskoczeniem. Choć jest to fabuła nielogiczna, irytująca i naprawdę za długa, to jednak sam pomysł na film naprawdę mnie zachwycił. Cóż to za idea opanowuje ludzkość, by stworzyć sobie boga z pojedynczych myśli połączonych w jedno!? Szkoda, że zmarnowano taki potencjał. Najwyraźniej reżyser Wally Pfister chciał uchwycić wszystkie niuanse związane z zabawą człowieka w boga, ale połączenie szczytnych dążeń, wielkiej miłości, buntu maszyn i utopijnych bredzeń nie wyszło tu zbyt szczęśliwie.

2 komentarze

RoboCop

Dużo ostatnio nurzałam się w odmętach historycznych, więc dla odmiany postanowiłam zając swój umysł czymś bardziej nowoczesnym. Padło akurat na RoboCopa. Muszę także przyznać, że liczyłam po cichu, iż widok uroczego Joela Kinnamana trochę ukoi moją tęsknotę za The Killing. No i oczywiście jestem także wielką fanką pierwotnej wersji opowieści o cyberrycerzu strzegącym prawa na ulicach amerykańskiego miasta. Nowy RoboCop nie jest totalną stratą czasu, ale to zdecydowanie nie to, czego można by się spodziewać.

Skomentuj

Snowpiercer: Arka przyszłości

Nie zainteresowałabym się tym filmem gdyby nie wspaniała Tilda Swinton, grająca tu jedną z ważnych ról. Myślę, że każdy kto widział zapowiedzi lub choćby pojedyncze zdjęcia z planu, mnie zrozumie. Choć przed ekran przyciągnęła mnie wyłącznie ciekawość dotycząca charakteryzacji (jak to możliwe, że z czarującego ufoludka zrobili taką maszkarę?) to z zaskoczeniem przyznaję, że otrzymałam więcej niż się spodziewałam. To nie jest zwykłe Sci-Fi, ale poważne kino, choć przyprawione spora dawką dość absurdalnego poczucia humoru i groteskowych okrucieństw.

Skomentuj

Ona (Her)

Ona to dość niecodzienna opowieść poruszająca problem miłości i innych wzajemnych relacji między dwoma osobowościami, z których niekoniecznie każda jest człowiekiem z krwi i kości. Pytanie zadawane przez reżysera Spike’a Jonze’a zdaje się dotyczyć tego, jakie znaczenie ma fizyczność ukochanej czy ukochanego, kiedy z całego serca kochamy jego wnętrze. Oczywiście wiele razy poruszano już ten temat w kinie, ale chyba nigdy twórcy filmowi nie poszli w analizie uczuć aż tak daleko. Nie ma tu jednoznacznych sądów ani opinii, a jedno czego jestem pewna, to mocne wrażenie jakie Ona robi na widzach. Zapewne to właśnie intensywna gra na emocjach sprawiła, że do kina w walentynki pocisną tłumy właśnie na to. Powiem szczerze, że na święto zakochanych osobiście bym nie wybrała właśnie tej melancholijnej projekcji, ale kto by mnie tam słuchał.

Komentarz

Helix

Pojawienie się serialu Helix uratowało mi normalnie filmowo zimę. Gdy za oknem było straszliwie mroźno, mogłam sobie spokojnie siedzieć pod kocem i oglądać doktorów, którzy utknęli na Arktyce i walczą ze śmiertelnym, zmutowanym, kosmicznym wirusem. Kto by się przejmował, że jest -12, gdy ci biedacy na ekranie mają -50. A tak poważnie, to wszystkich zachęcam do oglądania Helixa, ponieważ to naprawdę świetna zabawa. Produkcja jest może skromna pod względem finansowym (raczej wnętrza się nie zmieniają i nie ma mega znanych aktorów), ale za to jest naprawdę bogata jeśli chodzi o sposoby na pobudzenie ciekawości widzów.

4 komentarze

Almost Human

Niby to taki typowy serial kryminalny, a jednak bardzo przewrotnie pomyślany. Akcja Almost Human rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, oczywiście w USA (bo gdzieżby indziej). Dobra wiadomość jest taką, że ludzkość jest już bardzo, ale to bardzo zaawansowana technologicznie. Zła wiadomość to to, że jak cała ludzkość, to niestety przestępcy także. Mamy zatem bardzo pomysłowych i okrutnych złoczyńców oraz stadko dzielnych policjantów, którzy cyfrowymi-magicznymi drogami ścigają kryminalistów. Niby taka typowa zabawa w kotka i myszkę, w której kotek-glina zawsze wygrywa, ale za to ile świetnej zabawy z gadżetami.

Komentarz

Another Earth (Druga Ziemia)

Każdy kto obejrzy Sound of My Voice lub The East musi po prostu pokochać Brit Marling. Ta aktorka, producentka, autorka scenariuszy i strach pomyśleć kto jeszcze, gra (i współtworzy) niskobudżetowe, dające do myślenia dzieła niemal filozoficzne. Może i są to filmy, na których przyoszczędzono, ale nikt nie powie, że nie są inteligentne lub że nie dają do myślenia. Jako że ostatnio jestem w temacie, uważam, że Druga Ziemia czy Sound of My Voice powinny być obowiązkowo oglądane przez studentów filozofii, a zawarte w nich problemy powinny być przedmiotem niejednego wykładu. Zróbcie coś dla swojej wyobraźni i zobaczcie jak prezentuje się prawdziwy talent aktorski oraz przyszłość science fiction.

3 komentarze

Gra Endera

Są takie książki, które najlepiej czytać będąc nastolatkiem. Należy do nich niestety Gra Endera Orsona Scotta Carda. Czytanie jej w późniejszym okresie jest jak najbardziej możliwe, ale ciągle ma się poczucie jakiś zgrzytów. Że to trochę zbyt naiwne, proste, tandetne i nie do mnie adresowane. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsza część historii Andrzeja Wiggina, jest książką wartą przeczytania. A być może 10 lat wcześniej napisałbym, że jest to lektura obowiązkowa.

Skomentuj