No i stało się. Tyle czekania, tyle ważnych pytań i niepewności, wreszcie tyle wrażeń pojawiających się z każdym nowym odcinkiem, a tu nagle koniec. Naprawdę ciężko być fanką tej serii, bo na kolejną odsłonę trzeba znowu długo poczekać. Na szczęście mamy na pocieszkę książki Diany Gabaldon (w tym przypadku „Podróżniczkę”), których serial jest adaptacją. Po finałowym odcinku pojawił się żal, bo przez tyle lat naprawdę można przywyknąć do tych bohaterów, jak bardzo by nas nie denerwowali. Niestety, mimo wielu plusów, tym razem minusy przeważają. Jest co prawda chemia między bohaterami, dużo sympatycznych nowych postaci i barwne wątki, jednak wiele z tego przykrywają negatywy, które teraz postaram się streścić w kilku punktach.
4 komentarzeSzczere Recenzje Posty
Brytyjska monarchia to dziwne zjawisko, bo choć to przecież nie nasza polska, czy ogólnoświatowa sprawa, to jednak wszyscy lubimy śledzić losy poszczególnych członków familii Windsorów, chętnie wytykamy im małe i duże błędy, z upodobaniem szydzimy z przestarzałej tradycji, a jednocześnie nie możemy się oderwać od ekranu gdy wychodzi serial taki jak ten. Gdzieś w głębi duszy mamy chyba zakorzenione te wszystkie opowieści z dzieciństwa o pięknych księżniczkach, mądrych królach i królowych, o książętach koniecznie na białych koniach i o dworskiej etykiecie oraz strojach, niosących ze sobą powiew największego luksusu i wyrafinowania. Ja także, choć uważam, że utrzymywanie monarchii jest wprost niemoralne (Z jakiej racji mają tyle ziemi, pieniędzy i władzy? Dlatego tylko, że przyszli na świat w rodzinie, której przodkowie byli silniejsi lub bardziej bezczelni od innych i mieli na tyle sprytu by przysłużyć się komuś stojącemu wyżej od nich, kto odwdzięczył się tytułem i ziemię?), z wypiekami na twarzy zasiadłam do drugiego sezonu Korony i obejrzałam te dziesięć godzinnych odcinków w jednym ciągu. Ach!, co to był za weekend!
KomentarzMisją tej wspaniałej książki jest pokazanie ludziom, że „ptasi móżdżek” wcale nie musi oznaczać braku inteligencji. Wciąż jeszcze wielu ludzi (zapewne tych nie uważających w szkole na biologii i mających zamknięte oczy podczas spacerów po parku) uważa, że wszystkie ptaki są głupie i stoją znacznie niżej pod względem ewolucyjnym niż ludzie. Brak mimiki czy wyraźnej chęci przypodobania się człowiekowi, a może nawet to, że stanowią podstawę diety np. przeciętnego Polaka, sprawiają, że trudno jest nam zobaczyć w ptaku przyjaciele, podobnego do psa czy kota. Za spryt czy inteligencję chwalimy ewentualnie tych skrzydlatych przyjaciół, którzy mogą nam w czymś służyć jak choćby zjadające komary i muchy jaskółki. Tymczasem ptaki to prawdziwi geniusze przyrody i jestem pewna, że podczas lektury nie tylko ja nieraz otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia, że one naprawdę to potrafią. Bestseller Jennifer Ackerman to dosłownie drzwi do innego świata, w którym królują wrony, sroki i sikory.
2 komentarzeTen film zdecydowanie coś w sobie ma i sądzę, że słusznie typuje się go na pewnego zdobywcę przyszłorocznych Oscarów. Forma chropowata, temat ważny i aktorstwo zacne, w dodatku w tle mamy wielką historię, czyli wszystkie warunki do uzyskania największych nagród i uznania krytyki spełnione. I choć nie ma w tej historii ani odrobiny pozytywnych emocji, a za to bombarduje się nas wielkimi pokładami rasizmu, prostactwa, wielopokoleniowych uprzedzeń oraz przemocy fizycznej, Mudbound to z pewnością jedna z tych produkcji, których nie można sobie odpuścić.
SkomentujBrytyjska historia, a szczególnie wiek XVI i XVII mają się bardzo dobrze w kinie i telewizji ostatnich lat. Ledwo się człowiek otrząsnął po Willu, a tu na przykład kolejne dwie rzeczy o prześladowaniach religijnych w elżbietańskiej Anglii, o których ja osobiście bardzo mało wiem, a chętnie bym się doedukowała. Nic zatem prostszego niż poświęcić półtora tygodnia na rozwlekłe dzieło Kena Folletta, kolejny wieczór z serialem Gunpowder i już wiem kto był dobry, kto zły, a kto pomiędzy w tej dziwnej historycznej grze ciągnącej się do czasów współczesnych. Lekturę powieści polecam, choć umiarkowanie (fabuła schematyczna, a tło historyczne jakby przepisane z podręcznika), a serial zdecydowanie odradzam ze względu na nudę i liche aktorstwo Kita Harringtona.
SkomentujCo za straszne rozczarowanie! Taka ciekawa zapowiedź, a tak nudny i mało znaczący film, o którym można zapomnieć już w drodze z kina do domu. Miała wyjść zgrabna, zabawna, ale i ostra satyra na bogatą i uprzywilejowaną, a przede wszystkim białą Amerykę, tymczasem wyszedł smutny gniot o niezrozumiałej wymowie, zostawiający widzów z poczuciem bezpowrotnie utraconego czasu i utratą sympatii dla Matta Damona i Julianne Moore (a o to się trzeba bardzo postarać, bo to aktorzy sprawiające naprawdę sympatyczne wrażenie). I tak jak nigdy nie lubiłam aktorstwa George’a Clooney’a (co te kobiety w nim widzą?), tak nie polubiłam jego dokonań reżyserskich. Pomoc braci Coen przy scenariuszu też na niewiele się zdała. W najlepszych momentach Suburbicon ledwie przypomina ich najsłabsze dokonania, a poza tym jest znacznie gorzej.
SkomentujPiszę o serialu dopiero teraz, gdyż oglądanie go w moim przypadku bardzo długo trwało. Kolejna odsłona przygód pani detektyw Robin Griffin to widowisko nie tylko czasochłonne, ale i energochłonne. Każdy odcinek to wewnętrzna walka widza z samym sobą o to, czy wyłączyć, czy dać serialowi jeszcze jedną szansę. Szczerze mówiąc, pod koniec trochę żałowałam, że nie wybrałam od razu tej pierwszej opcji. Wraz z przeprowadzką Robin z Nowej Zelandii do Sydney, seria utraciła swój niepowtarzalny, chłodno-wilgotny, metafizyczny klimat, zostawiając widza z galerią dziwnych postaci, których za diabły nie można zrozumieć, a przynajmniej ja miałam z tym ogromny problem (i nie chodzi mi wcale o akcent).
SkomentujOto czwarta już pozycja ze znakomitej Serii z Żurawiem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bardzo zależało mi na tej lekturze, gdyż akcja powieści rozgrywa się w Berlinie, bliskim mi emocjonalnie i geograficznie mieście, ale z drugiej strony nieco się jej też obawiałam, bo ileż z książki wybitnego i sławnego niemieckiego dramaturga zrozumie taka nieobyta i prosta dziewczyna jak ja (wszystkie moje doświadczenia ze współczesnym teatrem, no może poza Demirskim i Strzępką, stawiają pod znakiem zapytania moją inteligencję i wytrzymałość na absurd). Na szczęście Ślady wilka to rzecz nowoczesna w przyjazny czytelnikowi sposób, z której każdy może coś dla siebie wynieść. Napisana oszczędnym stylem, podzielona na krótkie rozdziały, z wyraziście zarysowanymi bohaterami, powieść jest oryginalną i wnikliwą diagnozą współczesnego niemieckiego społeczeństwa.
SkomentujPisałam niedawno o Kronikach Times Square (serial o prostytutkach, alfonsach i branży porno), przedwczoraj na blogu pojawił się tekst o Harlots (historyczna produkcja o stręczycielkach, prostytutkach i branży usług erotycznych w XVIII-wiecznym Londynie), ale to w Celibacie znalazłam najwięcej kontrowersji i sekscesów, jeśli wypada mi się tak wyrazić na bardzo poważny i w sumie smutny temat. Zbiór reportaży Marcina Wójcika przybliża nam tematykę życia płciowego i uczuciowego duchownych, przytaczając liczne przykłady łamania obowiązującego w Kościele Katolickim celibatu. Do rozmów z autorem zostali zaproszeni nie tylko księża, klerycy, byli księża i byli klerycy, ale też partnerki księży. Dużo uwagi poświęca się w tej książce również dzieciom, rodzicom, teściom oraz wnukom księży, a także osobom napastowanym przez duchownych w dzieciństwie, które przypłaciły tę niechcianą bliskość poważną traumą.
Komentarz








