Bardzo trudno ocenić ten serial, bo z jednej strony nie jest to dokument, tylko fabuła o chłopcu ze spektrum autyzmu i jego rodzinie, zatem powinniśmy do tego podejść jak do każdej innej fikcji, ale z drugiej strony temat samego autyzmu jest tak delikatny społecznie, że nie ma opcji by cokolwiek o nim napisać i komuś się nie narazić. Zapewne, gdyby nie studia logopedyczne, na których bardzo dużo się mówi o tym, że dzieci z autyzmem rodzi się dużo i z czego to może wynikać, w ogóle nie podejmowałabym tego tematu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że takich osób jest i będzie coraz więcej, a my, jako społeczeństwo, musimy zacząć oswajać tę chorobę (dolegliwość, stan?) na szerszą skalę, co właśnie chyba stara się robić serial Atypical.
KomentarzSzczere Recenzje Posty
Z każdej strony słychać tylko narzekania na ten serial, a mnie się bardzo podobało. Może nie jest to dzieło na miarę Blade Runnera, czy Ghost…
2 komentarzeTen serial jest świeży, oryginalny, przebojowy i przezabawny, a jednocześnie przepełnia go krzepiąco znajoma aura. Co to takiego? Oczywiście magiczna ręka Amy Sherman-Palladino, odpowiedzialnej za sukces dziewczyńskiego hitu wszech czasów, czyli Gilmore Girls. Fanki już wiedzą czego się spodziewać. Zgodnie z przypuszczeniami, główna bohaterka The Marvelous Mrs. Maisel, czyli Miriam „Midge” Maisel (Rachel Brosnahan) dorównuje charyzmą, urokiem i inteligencją Rory i Lorelai Gilmore, a do tego wyrzuca z siebie błyskotliwe monologi z prędkością karabinu maszynowego, podobnie zresztą jak reszta bardzo charakterystycznych bohaterów tego serialu. Ja osobiście dałam się oczarować już od pierwszych, bardzo dynamicznych i zabawnych minut serialu i zaraz po pilocie wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych produkcji tego sezonu.
SkomentujTak się jakoś ostatnio porobiło, ze Polacy stają się symbolem straszliwie złego gustu, a do tego cwaniactwa, narcyzmu i innych zaburzeń psychicznych. Już sama nie wiem co mnie bardziej boli, czy pamięć o wrażeniach z The Room, słusznie uznanego za najgorszy film jaki powstał, czy o popisach wokalnych króla polki, Jana Lewana, od których uszy więdły a słowa przyprawiały o dreszcze żenady. Mimo wszystko cieszę się z tego, że powstają filmy o takich osobach, o ich złej jak diabli sztuce, bo dzięki nim możemy potem w pełni docenić dobre rzeczy. Sama doświadczam tego codziennie i powiadam, że nie doceni w pełni Netflixa ten, kto nie spędził młodości na oglądaniu Mody na sukces, Złotopolskich czy Klanu :) A tak poważnie, to przecież wiemy wszyscy doskonale, że nie tylko nadwiślański ród ma problemy z ekspresją artystyczną. Tak, to prawda, że pan Lewan i pan Wiseau to prawdziwi masters of disaster, a od Korony królów można się pochorować, ale czy tego samego nie można powiedzieć na przykład o nowej serii Z Archiwum X? O tym, co poszło w tym serialu nie tak, bardzo chętnie obejrzałabym jakiś dokument :). No dość już tych złośliwości, wracamy do tematu.
SkomentujPiszę to z wielką przykrością, ale z tomu na tom jest coraz gorzej. To, co kiedyś wydawało mi się powiewem świeżości i lekką, ale wciągającą czytelniczą przygodą, teraz zamieniło się w parodię. Autorka udaje, że ma mi do powiedzenia jeszcze coś ciekawego, a ja, śmieszna karykatura wiernego czytelnika, męczę się z rozdziału na rozdział, w nadziei na to, że wreszcie wydarzy się coś znaczącego lub że uda mi się zainteresować mój znudzony umysł militarnymi szczegółami, których niestety Gabaldon nam w tu nie szczędzi. Kość z kości to powieść, która zblokowała mnie na kilka dobrych tygodni, odebrała chęć od życia i cały entuzjazm dla literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej. Oczywiście swoje dołożyli też panowie Dan Brown i Ken Follett pod koniec roku, ale efekt jest taki, że coś się we mnie przelało, a siódma część sagi Obca wprost mnie dobiła. Może z tego wyniknąć jednak coś dobrego, gdyż moim tegorocznym postanowieniem jest czytanie tylko dobrej literatury lub choćby takiej, która wniesie do mojego życia duchowego coś wartościowego. Nie spodziewałam się, że to kiedyś nastąpi, ale chyba wyrosłam już z lektur czysto rozrywkowych.
SkomentujObiecałam i sobie, i wam, że zrobię zestawienie, no to robię. Styczeń prawie się skończył, kto miał się wypisać na ten temat, ten to już dawno zrobił, ale co mi tam. Może akurat moje subiektywne typy najlepszych i najgorszych filmów, seriali i książek przeczytanych i obejrzanych w minionym roku, skłonią jednak kogoś do nadrobienia zaległości lub przypomną, na którą kolejną serię warto czekać. Zatem bez dalszego odwlekania, oto moje typy.
SkomentujTen film powoli w człowiek wrasta. Obejrzałam i nie od razu byłam pod wielkim wrażeniem. Zastanawiałam się nawet, za co te wszystkie nagrody. Po tygodniu przyłapuję się coraz częściej na myśleniu o tej dziwnej historii, a szczególnie o jej bohaterce. Trzy bilbordy mają drugie i trzecie dno, mienią się znaczeniami i z pewnością są jednam z tych filmów, które dla każdego widza mówią o czymś innym. Dla mnie jest to uniwersalna opowieść o pragnieniu zemsty, zadośćuczynieniu, sprawiedliwości, które jako jedyne mogą ukoić zbolałe serce matki. Wiem, że niektórzy widzą tu grecką tragedię czy czarną komedię, a dla mnie to samo życie i postaci z krwi i kości, zanurzeni w świecie, w którym tylko przemoc może przywrócić kosmiczną równowagę.
3 komentarzePo obejrzeniu serialu Fleabag, Phoebe Waller-Bridge stała się jedną z moich ulubionych brytyjskich aktorek. Jest niesamowicie zabawna, charakterystyczna, wyrazista i dysponuje szczególnie niestosownym i mrocznych poczuciem humoru, który uwielbiam. Niedawno udało mi się obejrzeć kolejny brytyjski serial, w którym jest gwiazdą i przyznam, że Crashing (nie nowość, bo z 2016 roku) jest niemal tak samo dobry jak Fleabag. Uśmiałam się przy nim jak norka, a jedynym, co mi się nie podobało, była zbyt mała liczba odcinków. Tylko 6 epizodesów? Co to ma znaczyć? Serial jest tak dobry, że nie ma opcji, by nie pojawiła się niedługo kolejna seria.
Skomentuj









