Uwaga, kolejny poradnik. Zrobił się nam dziś prawdziwie poradnikowy dzień, ale co zrobić, skoro to wszystko ważne i warte uwagi. Przeczytałam Digest food głównie z ciekawości tego, o czym może być poradnik dietetyczny, który wyjątkowo nie dotyczy odchudzania. W końcu otyłość jest najbardziej widoczną, wręcz rzucającą się w oczy na ulicach, chorobą cywilizacyjną, a prawie każdy z nas w jakimś zakresie próbuje walczyć z nadmiarem kilogramów. Są jednak i inne problemy związane z układem trawiennym, z którymi także warto wybrać się do lekarze lub dietetyka i to zanim rozwiną się one w coś naprawdę groźnego. O tym, jak duża jest taka potrzeba, można się przekonać słuchając pierwszego lepszego radia, czy włączając dowolny kanał telewizyjny, z których płynął do nas reklamy środków na wzdęcia, niestrawność, ucisk, uczucie ciężkości, bóle, kolki, biegunki i inne gastryczne rewelacje. Za każdym razem gdy widzę i słyszę coś takiego, zżymam się po prostu ze złości, że nikt nie mówi ludziom by mniej i chudziej jedli, tylko poleca się po ociekających tłuszczem mięsiwach czy ciężkostrawnych serach, zapodanie pigułki i gotowe. Tak się nie rozwiązuje problemów z żołądkiem i jelitami, za to zdrową dietą i owszem.
SkomentujSzczere Recenzje Posty
Poradniki naprawdę zmieniają życie, pod warunkiem, że trafi się na te odpowiednie, o co dzisiaj, w dobie zalewu literatury poradnikowej, paradoksalnie coraz trudniej. Tymi odpowiednimi dla mnie okazały się Sztuka prostoty, Magia sprzątania (tak, do dzisiaj układam skarpetki w kostkę) i oczywiście Magia olewania, której autorką jest właśnie Sarah Knight. Amerykańska pisarka postanowiła po raz drugi podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na temat tego jak sobie ułatwić życie i być zwyczajnie nieco szczęśliwszym w różnych sferach (od odchudzania, poprzez finanse aż do związków międzyludzkich), a efektem jej wytężonej pracy jest właśnie Ogarnij się!. Jako weteranka życiowych rewolucji, która nie raz musiała zmienić kompletnie wszystko by poratować resztki zdrowia psychicznego, byłam bardzo ciekawa, co inna weteranka podobnych zmagań ma do powiedzenia. Lektura okazała się nie tyleż zaskakująca, co odświeżająco zabawna. To takie praktyczne przypomnienie, co to właściwie znaczy być dorosłym w dzisiejszych czasach.
SkomentujChoć tegoroczna majówka była dla mnie bardzo aktywnym, urozmaiconym czasem, to jej koniec, czyli maraton z serialem Howards End mogę uznać za najprzyjemniejszą część minionego tygodnia. Po prostu pokochałam ten serial! Jest piękny, cudowny, romantyczny i doskonale zagrany. Na HBO GO jest od 15 kwietnia, ale ja specjalnie odkładałam oglądanie na wolniejszy czas, by mieć możliwość podelektowania się tą wyjątkową przyjemnością. Zapewne wielu osobom się nie spodoba, zwłaszcza tym młodszym widzom, którzy ani książkowego pierwowzoru E.M. Forstera nie czytali, ani nie widzieli kultowej adaptacji z 1992 roku w reżyserii Jamesa Ivory’ego. Oczywiście gorąco zachęcam do nadrobienia zaległości. Zacznijcie od powieści, przejdźcie do filmu (w obsadzie Anthony Hopkins, Emma Thompson, Vanessa Redgrave i Helena Bonham Carter), a potem zapodajcie sobie maraton z serialem. Jeśli jednak nie macie aż tyle czasu, sam serial to też cudowna rozrywka. Tyle w nim piękna przyrody i gorących uczuć, że wręcz idealnie komponuje się z wybuchającą za oknem wiosną, prawie latem. Drogie niepoprawne romantyczki z wielką słabością do angielskiego akcentu i historycznego kostiumu!, nic lepszego obecnie w telewizji dla siebie nie znajdziecie.
4 komentarzeMichael Booth to nie tylko utalentowany brytyjski pisarz i dziennikarz, ale także kucharz, kształcący się u francuskich mistrzów. Znaliśmy go jako autora wspaniałej książki Skandynawski raj oraz z Sushi i całej reszty, przewodnika po japońskiej kuchni, który stał się międzynarodowym bestsellerem i doczekał się nawet swojej animowanej wersji w japońskiej telewizji NHK (obejrzyjcie choćby jeden odcinek na YT, warto :). Dziesięć lat po pierwszej gastronomicznej eskapadzie, smakosz wraca na japońskie wyspy i podejmuje wyzwanie po raz drugi. Towarzyszy mu żona i dwóch synów, którzy wraz z nim próbują zgłębić istotę nie tylko ryżu, ale także sake, sushi i tego wszystkiego, co kojarzy się z wyrafinowaniem japońskiej kuchni. Zostajemy wraz z nimi zabrani w niezwykłą podróż w poszukiwaniu źródła niedoścignionego kulinarnego mistrzostwa, rozkwitającego od wieków w tym niezwykłym kraju.
SkomentujNie planowałam na to iść, ale poszłam i nie żałuję (jakie to cuda potrafią zdziałać darmowe bilety :). Dobrze jest czasem wiedzieć, co jest na czasie, co ogląda młodzież, czym pasjonują się tłumy wiernych fanów. W końcu jak by nie było saga Marvela to ikona popkultury i nie można pozostać, co do niej całkowitym ignorantem. Film, od początku wygrywający wszelkie rankingi popularności, okazał się niezbyt męczący (no wcale nie czułam tych 2 godz 40 min w kinowym siedzeniu), a co najważniejsze, nie trzeba znać dokładnie wszystkich poprzednich części, by dobrze się bawić na seansie. Oczywiście dokładna znajomość całości może pogłębić odbiór licznych niuansów. Choć osobiście przyznaję się do kojarzenia tylko jednej trzeciej z ekranowych bohaterów, nawet ja szybko się zorientowałam, że fabuła nowych, epickich Avengersów to jedno długie mruganie okiem do wiernego widza, a tak żeby miał trochę radości i poczuł, że te setki złotych wydanych w ciągu ostatniej dekady na filmy o latających i skaczących facetach i babkach w lateksie, nie były całkowicie zmarnowane.
3 komentarzeTen film jest doskonały! Zachwytom na sali kinowej nie było końca od pierwszej do ostatniej minuty, choć muszę przyznać, że sala była nieszczególnie zaludniona, bo i film nie jest dla każdego. Nie jestem jakąś zagorzałą fanką twórczości Wesa Andersona, ani tym bardziej animacji poklatkowej, ale tutaj doskonale się zgrywa ekscentryzm i poczucie humoru reżysera, ze sztucznością, nastrojowością i artyzmem lalek. Historia jest uniwersalna, trafi do każdego widza, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzi, a jeśli do tego jesteście miłośnikami zwierząt, to zapewniam, że to będzie wasz nowy ulubiony film. Ja sama nie mogę się doczekać, kiedy go znowu zobaczę i już poszukuję plakatu na ścianę, żeby moje zwierzęta też zobaczyły jakie cuda o nich w kinie puszczają.
4 komentarzeTak jak dzisiaj wszyscy wiemy co znaczą słowa „Matka małej Madzi”, tak przed wojną wiedziano kim jest Emilia Margerita Gorgon, czyli „Gorgonicha”. Oskarżona w najgłośniejszym procesie II RP kobieta, której losami żył cały kraj, była postacią budzącą skrajne emocje. Jej historia odżywa co jakiś czas dlatego, że nigdy do końca nie udowodniono jej winy, ani też nie potwierdzono niewinności. Zagadką pozostaje to, czy to ona w 1931 roku zamordowała swoją podopieczną. Jej procesy, w których na niespotykaną wcześniej skalę wykorzystano wszelkie ówcześnie dostępne narzędzia kryminalistyki, nie wykazały jednoznacznie co się wydarzyło w leżących pod Lwowem Brzuchowicach, są za to dowodem zbiorowej histerii, emocji, jakie może wywołać postać oskarżonej, presji, jaką społeczeństwo potrafi wywrzeć na sposób pracy organów ścigania. W tym roku Gorgonowa powraca po raz kolejny wraz ze znakomitą książką Cezarego Łazarewicza, który w jej sprawie przeprowadza własne śledztwo. Czy dowiemy się wreszcie kto zabił i co się stało z Ritą Gorgon?
SkomentujZanim zasiądziecie do nowego sezonu Westworlda, oprócz oczywiście obejrzenia poprzedniego sezonu i dwóch „oryginałów” z lat 70-tych, polecam seans filmu Hostiles, westernu nakręconego w klasycznym stylu i z naprawdę doborową obsadą. Mnie przed ekran przyciągnęli głównie odtwórcy dwóch głównych ról, czyli Christian Bale i Rosamund Pike. Byłam ciekawa jak wypadnie na ekranie para aktorów, grających wcześniej dwójkę największych psychopatów współczesnego kina. Zgodnie z moimi przewidywaniami, gdy American Psycho spotyka na dzikiej prerii Zaginioną dziewczynę, dzieją się niezwykłe rzeczy.
SkomentujWydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego przyzwyczaiło nas już do wysokiego poziomu publikacji w ramach serii Mundus, ale tej wiosny oferta jest jeszcze barwniejsza i bogatsza niż zwykle. W ostatnich tygodniach pisałam już o Nowych londyńczykach i Koreańczykach, pozycjach przybliżających polskim czytelnikom Seul i Londyn, a dziś przyszła pora na Tokio. Normalnie czuję się tak, jakbym odbyła długą podróż po tych metropoliach, co w rzeczywistości, ze względu na moich zwierzęcych podopiecznych, nie jest na razie możliwe. Ale marzyć i przygotowywać się do przyszłych podróży zawsze można, a z serią Mundus jest to wyjątkowo przyjemne.
Komentarz









