Oba filmy, choć nie wyjątkowe arcydzieła, to jednak w ciekawy sposób przedstawiają temat kobiecego dorastania i tego, co się może roić w głowie młodej osoby, szczególnie gdy opresyjni rodzice próbują jej czegoś zakazać. Mnie to bardzo interesuje, bo sama byłam dość specyficzną nastolatką z dziwnymi problemami, a poza tym uważam, że ten temat nie został jeszcze należycie zeksplorowany przez kino. Zachęcam do obejrzenia obu propozycji, choćby dlatego, że chodzi w nich o coś więcej niż zwykłe dziewczyńskie sprawy typu ubrania i chłopcy :)
SkomentujSzczere Recenzje Posty
Sprawa wygląda tak (i będę w tym momencie bardzo szczera), że jeśli macie mało czasu, a chcielibyście przynajmniej przyjrzeć się z grubsza coraz modniejszemu trendowi zażywania zieleni, przebywania wśród drzew i krzaczorów i całego tego dendrologicznego spa, to możecie śmiało poprzestać na lekturze książki Shinrin yoku, o której ostatnio pisałam. Jeśli jednak chcecie stać się specjalistami w tej dziedzinie, jeśli na poważnie interesuje was prawdziwa nauka stojąca za tym, co sprawia, że na łonie przyrody od razu czujemy się lepiej, to raczej bym polecała tom pt. Natura leczy. To solidna porcja wiedzy, podana w sympatyczny i przystępny sposób, z którą naprawdę mamy szansę solidnie podreperować praktycznie każdą dziedzinę życia.
KomentarzTyle ostatnio sposobów na spokojniejsze, szczęśliwsze i zdrowsze życie, że aż nie wiadomo, co wybrać. Osobiście polecam z każdego lifestylowego nurtu po trochu, bo i Szwedzi, i Duńczycy i Japończycy mają ciekawe filozofie życiowe, z których warto uszczknąć coś dla siebie. Było już hygge, lagom i ikigai, a teraz nadszedł czas na shinrin-yoku, czyli „sztukę kąpieli leśnych”. Przyznam, że z tych wszystkich mód, leśne kąpiele przemawiają do mnie najbardziej, bo na co dzień je stosuję, do życia potrzebuję dużo zieleni, wody i nieba, no i na bieżąco obserwuję jak ludzi ciągnie na łono natury i jak bardzo zmieniają się nawet podczas krótkich niedzielnych przechadzek. Teraz, wybierając się na spacer do parku, lasu czy ogrodu (mieszkam w takim miejscu Szczecina, że wszystko to mam bardzo blisko) i lawirując między tłumami spacerowiczów, rowerzystów i biegaczy, zamiast się złościć, obserwuję z naukowym niemal zacięciem, jak poprawia się wszystkim zdrowie psychiczne i fizyczne pod wpływem działania zielonego koloru, śpiewu ptaków czy świerkowo-cyprysowej aromaterapii. O tym właśnie, moi drodzy, jest to książka.
KomentarzNa nowego Deadpoola po prostu trzeba iść, nawet jeśli się nie lubi komiksów, bo to fenomen kulturowy na taką skalę, że zwyczajnie nie wypada go nie znać, a przynajmniej ja tak uważam. Poza tym to świetna rozrywka, fajerwerki śmiechu i efektów specjalnych, które jak nic resetują mózg, po seansie jest przewietrzony, zrelaksowany i gotowy na ,,ambitniejsze” wyzwania. Dla mnie to było coś, czego bardzo potrzebowałam, dlatego nie bacząc na nawał superpilnych obowiązków, wybrałam się do kina w środku tygodnia i to na szokującą godzinę 10.15 (#ciezkiezyciablogera). Wraz z liczną grupą wagarujących licealistów i podejrzanych mężczyzn z brodą i w komiksowych T-shirtach, zafundowałam sobie seans śmiechu i wam też to serdecznie polecam. Zresztą jak często słyszycie ludzi dzwoniących po filmie do znajomych ze słowami „Stara, musisz to zobaczyć! Prawie się posikałam ze śmiechu”?
SkomentujTen zbiór opowiadań jest jak powiew świeżego powietrza, bo oryginalny, zaskakujący i emanujący specyficznym poczuciem humoru brytyjskiej autorki, a jednocześnie czytając, ma się poczucie, że to porządna literatura w starym dobrym stylu. Te teksty w ciekawy sposób odnoszą się do różnych literackich tradycji, są bogate, wielopoziomowe, pełne ukrytych znaczeń i ekscentrycznych bohaterów. To, co podoba mi się w książce najbardziej, to jednak przede wszystkim to, że tak dużo wymaga od czytelnika. Nie da się tych opowiadań przeczytać w jeden wieczór i zapomnieć. Tą literaturą trzeba się delektować, powoli kontemplując kolejne znaczenia lub zwyczajnie chłonąć ich tajemniczą, przesiąkniętą zapachem starych książek atmosferę. Po raz kolejny Seria z Żurawiem nie zawiodła.
KomentarzJest to wspaniały dokument o czymś, co wydawałoby się, że zupełnie się nie nadaje do przeniesienia na ekran, czyli o pracy literackiego tłumacza. Bohaterką tego obrazu jest pani Mette Holm, która od dwudziestu lat zajmuje się przekładaniem dzieł Harukiego Murakamiego na język duński, głowiąc się nad frazami krótkimi acz tajemniczymi, a nawet zagadkowymi, z których słynie japoński pisarz, a które nie są łatwe w odbiorze nawet dla samych Japończyków. Jestem pewna, że każdy, kto kocha tę prozę, doceni film, gdyż jest on przesiąknięty tą niezwykłą aurą, która emanuje z naszych ulubionych powieści i opowiadań. Sam Murakami się w dokumencie nie pojawia, a jednak jego obecność ciąży nad absolutnie każdym kadrem.
SkomentujW USA świętowano w ten weekend Dzień Matki, ale my mamy to święto jeszcze przed sobą. Jeśli chcecie obejrzeć w ten wyjątkowy dzień coś razem z własną mamą, polecam oczywiście wzruszającą komedię Tully. No a jeśli łączy was z rodzicielką mroczne i rubaszne poczucie humoru, koniecznie obejrzyjcie także nowy stand-up Ali Wong, który pojawił się niedawno (zapewne nie przypadkowo w tym okresie) na platformie Netflix. Podobnie jak jej poprzedni występ (Baby Cobra) ten także poświęcony jest macierzyństwu. Ostatnio nasza artystka komiediowa była w ciąży z pierwszą córką i opowiadała o urokach bycia w tym niezwykłym stanie, o fantastycznym życiu kury domowej i o swym bujnym pożyciu seksualnym. Tym razem, znów spodziewając się dziecka, dodała do tego opowieści z porodówki i szczegółowe opisy anatomiczne tego, co się zmienia po wydaniu na świat upragnionego maleństwa. Jeśli ktoś lubi naprawdę pikantny humor, uśmieje się do łez.
SkomentujJest to niezwykły czeski film dokumentalny, pokazujący prawdziwe oblicze odradzającego się w naszym regionie Europy nacjonalizmu. Jestem pewna, że wielu widzów dostrzeże podobieństwa między głównym bohaterem, a polskimi neofaszystami, dumnie prezentującymi całymi sobą jak bardzo nienawidzą tolerancji, równości, innych nacji, czy wreszcie samych siebie (bo czego, jak nie tego są przejawem te łyse głowy i uwłaczające ludzkiej godności ubrania?). Szczególnie godna uwagi jest specyficzna optyka reżysera, Vita Klusáka, który prezentuje bardziej komiczną stronę nacjonalizmu. Jego bohaterowie, choć w pierwszym odruchu odrzucający, potem budzą w nas już tylko współczucie, pożałowanie i rozbawienie. Na czeskim blokowisku, śledząc ich poczynania, dochodzimy do źródeł problemu, trawiącego współczesny świat.
SkomentujNiezwykła książka na ważny temat, której autor otrzymał w 2017 roku Nagrodę Pulitzera, doczekała się nie tylko szybkiego wydania po polsku, ale nawet wersji audiobookowej, dzięki czemu mogłam się z nią zapoznać w sposób dla mnie najodpowiedniejszy. Rozległa, epicka wręcz opowieść z elementami fantastyki, na którą nie mogłabym sobie pozwolić w wersji papierowej, bo zabrałaby mi zbyt dużo czasu, cudownie zagnieżdża się w głowie (na przykład podczas spacerów), przenosząc słuchaczy w zupełnie inny świat. I choć głównym tematem tej fabuły jest amerykańskie niewolnictwo, to nie brak w niej także ciepła, humoru, bardzo oryginalnych konceptów, a przede wszystkim fascynujących bohaterów, przedstawianych nam w specyficznie staromodnym stylu.
SkomentujFilmy, do których Diablo Cody napisała scenariusze, są na moim osobistym absolutnym topie. Nie potrafię nawet powiedzieć ile razy obejrzałam Young Adult, a ścieżka dźwiękowa z Juno od lat pobrzmiewa nieustannie w mojej głowie. Wyraziste kobiece bohaterki o ironicznym poczuciu humoru i bardzo życiowych problemach były powodem, dla którego tak bardzo czekałam też na Tully i powiem wam, że się nie zawiodłam. Film okazał się po prostu magiczny, z gatunku takich, na których siedzicie licząc na to, że będzie jak najdłuższy, bo nie macie ochoty rozstawać się z bohaterkami. Nie ma sensacyjnych zwrotów akcji czy nawet tradycyjnie pojętej fabuły, a jednak jestem pewna, że zachwytom ze strony widzów i krytyków nie będzie końca.
4 komentarze









