Pomiń zawartość →

Noe z filmu „Noe: Wybrany przez Boga” jako fanatyk? Jak film zmienił biblijną postać

Film „Noe: Wybrany przez Boga” nie pokazuje jedynie swobodnej wersji historii potopu. Znacznie dalej odchodzi w sposobie przedstawienia głównego bohatera. Biblijny Noe zostaje tu zamieniony w ponurego człowieka dręczonego wizjami, który z czasem zwraca się przeciw własnej rodzinie. Czy taka przemiana była potrzebna fabule? Reżyser zapewne chciał stworzyć dramat psychologiczny. Ceną stało się jednak niemal całkowite wypaczenie postaci opisanej w Księdze Rodzaju.

Jak Darren Aronofsky przedstawił Noego?

Na początku filmowy Noe wydaje się człowiekiem surowym, ale zatroskanym o rodzinę. Dostrzega zło otaczającego świata i próbuje zrozumieć otrzymywane wizje. Szybko jednak przestaje przypominać osobę kierowaną zaufaniem do Boga. Coraz bardziej zamyka się w sobie, a własne domysły zaczyna traktować jak niepodważalne polecenia Stwórcy.

Najgorsze przychodzi później. Noe dochodzi do przekonania, że po potopie ludzkość powinna całkowicie wyginąć. Jego synowie nie mają założyć rodzin, a ocaleni mają być ostatnimi ludźmi na Ziemi. Gdy Ila zachodzi w ciążę, zapowiada, że zabije dziecko, jeśli urodzi się dziewczynka. Na świat przychodzą bliźniaczki. Noe bierze nóż i rusza, aby zamordować własne wnuczki… rezygnuje dopiero w ostatniej chwili.

To już nie jest nieco mroczniejsza wersja znanego bohatera. Aronofsky zrobił z Noego religijnego fanatyka, który uznaje własne przekonania za głos Boga i jest gotowy skrzywdzić najbliższych. Żona próbuje do niego dotrzeć. Syn staje przeciw ojcu. Noe nie słucha nikogo, ponieważ wmówił sobie, że tylko on rozumie plan Stwórcy.

Film próbuje nadać mu psychologiczną głębię, lecz przesuwa tę postać niemal w stronę szaleństwa. Noe grany przez Russella Crowe’a przypomina chwilami przywódcę niebezpiecznej sekty – ponurego, bezwzględnego i przekonanego o własnej nieomylności. Reżyser mógł dopisać bohaterowi lęk albo wątpliwości. Zamiast tego uczynił z niego człowieka gotowego zabić niewinne dzieci. To nie rozwinięcie biblijnej postaci. To zastąpienie jej zupełnie innym bohaterem.

Czy biblijny Noe był fanatykiem?

Biblijny opis daje zupełnie inny obraz. Księga Rodzaju nazywa Noego człowiekiem sprawiedliwym i nieskazitelnym na tle jego pokolenia. Czy był idealny? Nie, Biblia nie ukrywa późniejszego upicia się Noego. Nie przedstawia go jednak jako człowieka owładniętego żądzą zagłady. Noe chodził z Bogiem, otrzymał polecenie i je wykonał. Dwukrotnie zostaje podkreślone, że uczynił wszystko tak, jak nakazał mu Bóg (Rdz 6,22 oraz 7,5). To posłuszeństwo, a nie ślepe podążanie za własnymi urojeniami.

Ogromna różnica dotyczy rodziny. Bóg zapowiedział Noemu zawarcie przymierza i polecił mu wejść do arki razem z żoną oraz synami, którym również towarzyszyły żony. Rodzina miała przeżyć. Po potopie otrzymała wyraźne polecenie, aby się rozmnażać i ponownie napełnić ziemię (Rdz 9,1). Tymczasem filmowy bohater dochodzi do dokładnie odwrotnego wniosku – ludzkość powinna zniknąć, a jego synowie nie mogą mieć potomstwa. Skąd bierze ten pomysł? Z własnej interpretacji. Biblia nie daje dla niej żadnej podstawy.

Biblijny Noe nie był fanatykiem. List do Hebrajczyków przedstawia go jako człowieka działającego przez wiarę, który potraktował Boże ostrzeżenie poważnie, choć zapowiadanych wydarzeń jeszcze nie widział (Hbr 11,7). Drugi List Piotra nazywa go głosicielem sprawiedliwości (2 P 2,5). Fanatyk podporządkowuje rzeczywistość własnej obsesji. Noe podporządkował się jasno przekazanemu poleceniu Boga, ocalił rodzinę i zachował życie zwierząt. Obrona tej postaci nie wymaga dopisywania mu cech, których nie posiadał. Wystarczy przeczytać tekst… bez filmowych okularów.

Arka Noego

Czy twórcy filmu pokazali wiarę jako niebezpieczną obsesję?

Tak.

Film buduje napięcie w taki sposób, że z czasem bardziej boimy się Noego niż nadciągającego potopu. Jego przekonanie o wykonywaniu woli Stwórcy prowadzi do zerwania więzi z rodziną. Każdy sprzeciw uznaje za niezrozumienie misji. Przestaje rozważać, czy może się mylić. Widz obserwuje więc człowieka, który pod wpływem religijnych wizji niemal morduje dwoje dzieci. Trudno o bardziej ponury obraz wiary.

Problem pogłębia sposób przedstawienia Boga. W Księdze Rodzaju Bóg mówi do Noego jasno. Podaje wymiary arki, wyjaśnia powód potopu i zapowiada ocalenie rodziny. Po ustąpieniu wód zawiera z ludźmi przymierze. Filmowy Stwórca pozostaje natomiast odległy i milczący. Zsyła niepokojące obrazy, lecz pozwala Noemu samodzielnie dopowiadać ich sens. Bohater uznaje własny lęk za Bożą wolę… a później niemal doprowadza do tragedii.

Najmocniej widać to przy narodzinach bliźniaczek. Noe odstępuje od zabicia dzieci, ponieważ budzi się w nim miłość. Film sugeruje, że właśnie tej decyzji oczekiwał Stwórca, choć wcześniej nie przekazał jej w żaden zrozumiały sposób. Dobro pojawia się dopiero wtedy, gdy bohater nie wykonuje zadania, które sam uważał za pochodzące od Boga. Powstaje bardzo niewygodny przekaz: wiara popycha ku zbrodni, a ludzkie uczucie w ostatniej chwili zatrzymuje wierzącego człowieka.

Taki zabieg wypacza biblijny obraz Boga. Stwórca z Księgi Rodzaju sądzi świat pogrążony w przemocy, lecz jednocześnie wskazuje drogę ocalenia i błogosławi uratowaną rodzinę. U Aronofsky’ego przypomina raczej tajemniczą siłę, której zamiarów nie da się odróżnić od urojeń głównego bohatera. Nawet jeśli reżyser chciał zostawić widzowi pole do interpretacji, powstał obraz religii jako groźnej obsesji. Bóg zostaje obciążony szaleństwem Noego, choć całe to szaleństwo dopisał scenariusz.

Jak oglądać film „Noe: Wybrany przez Boga”, znając Biblię?

Najlepiej zacząć od przeczytania rozdziałów 6–9 Księgi Rodzaju. To krótki fragment. Dzięki niemu podczas seansu od razu można zauważyć, co pochodzi z tekstu biblijnego, a co zostało wymyślone przez scenarzystów. Kamienni Strażnicy nie budują arki w Biblii. Noe nie planuje zabicia swoich wnuczek. Bóg nie zamierza również zakończyć istnienia człowieka po potopie. Film wykorzystuje znane imiona oraz wydarzenie, ale tworzy z nich opowieść fantasy z wyraźnym dramatem psychologicznym.

Czy w takim razie osoba znająca Biblię może obejrzeć ten film? Może. Taki seans pozwala zobaczyć, jak współczesne kino przekształca historie religijne i jakie cechy przypisuje ludziom wierzącym. To przydaje się później w rozmowie z kimś, kto zna Noego wyłącznie z filmu. Zamiast ograniczać się do stwierdzenia, że ekranizacja jest zła, można wskazać konkretne sceny i wyjaśnić, dlaczego nie pasują do tekstu źródłowego. Materiały zestawiające tematykę biblijną z historią publikuje również Ewolucja Myślenia, więc po seansie można poszerzyć wiedzę i samodzielnie sprawdzić różne twierdzenia.

Inaczej wygląda sytuacja osoby, która nigdy nie czytała historii potopu. Jej raczej nie polecałbym zaczynania od produkcji Aronofsky’ego. Film jest widowiskowy, a Russell Crowe gra bardzo intensywnie, przez co dopisane wydarzenia łatwo zapamiętać jako część Biblii. Później w głowie zostaje Noe grożący dzieciom i Bóg zsyłający niezrozumiałe wizje. Tymczasem żadnego z tych obrazów w Księdze Rodzaju nie ma. Najpierw warto poznać tekst, a dopiero potem jego swobodną ekranową przeróbkę.

„Noe: Wybrany przez Boga” może być materiałem do ciekawej rozmowy o tym, jak kino zmienia religijne opowieści. Nie powinien jednak zastępować czterech rozdziałów Księgi Rodzaju. Film przemija, a źródło nadal można otworzyć i przeczytać samemu.

Materiał zewnętrzny

Opublikowano w Informacje prasowe

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *