Deadpool 2

Na nowego Deadpoola po prostu trzeba iść, nawet jeśli się nie lubi komiksów, bo to fenomen kulturowy na taką skalę, że zwyczajnie nie wypada go nie znać, a przynajmniej ja tak uważam. Poza tym to świetna rozrywka, fajerwerki śmiechu i efektów specjalnych, które jak nic resetują mózg, po seansie jest przewietrzony, zrelaksowany i gotowy na ,,ambitniejsze” wyzwania. Dla mnie to było coś, czego bardzo potrzebowałam, dlatego nie bacząc na nawał superpilnych obowiązków, wybrałam się do kina w środku tygodnia i to na szokującą godzinę 10.15 (#ciezkiezyciablogera). Wraz z liczną grupą wagarujących licealistów i podejrzanych mężczyzn z brodą i w komiksowych T-shirtach, zafundowałam sobie seans śmiechu i wam też to serdecznie polecam. Zresztą jak często słyszycie ludzi dzwoniących po filmie do znajomych ze słowami „Stara, musisz to zobaczyć! Prawie się posikałam ze śmiechu”?

Jak to w rodzinie

Po zawirowaniach z pierwszej części, Wade Wilson (Ryan Reynolds) i jego ukochana Vanessa (Morena Baccarin) mają wreszcie szansę na normalne, szczęśliwe życie. Oczywiście normalność jest w tym przypadku traktowana bardzo elastycznie, bo Wade nadal jest mocno niezrównoważonym psychicznie Deadpoolem, czyli anty-superbohaterem, który w gumiastym czerwonym kostiumie podróżuje po świecie i zabija najgorszych oprychów na zlecenie. Czy to rosyjska mafia, czy japońska yakuza, pojedynczo atakują czy całymi agresywnymi stadami, Deadpool każdemu daje radę, bo w końcu tylko on dysponuje mocą zregenerowania się całkowitego po walce, nawet jeśli jest to kwestia zaleczenia dziury po pocisku czy wyhodowania nowej kończyny (drobnostka). I gdy już wszystko tak dobrze się układa, a Wade i Vanessa zaczynają myśleć o założeniu rodziny, kobieta ginie, spychając naszego bohatera na dno rozpaczy. Nie trwa ona zbyt długo, gdyż X-mani wciągają go w akcję, na skutek której spada na niego odpowiedzialność za obdarzonego specjalnymi mocami nastolatka. Russell (Julian Damison) nie jest takim synem czy podopiecznym, jakiego ktokolwiek mógłby sobie zażyczyć. Chłopiec jest chorobliwie otyły, ma problemy z opanowaniem agresji, a do tego wiedzę o tym jak sobie radzić w świecie czerpał chyba wyłącznie z filmów, których akcja toczyła się w więzieniach. Gdy jednak składający się w połowie z metali ciężki żołnierz z przyszłości, Cable (Josh Brolin), będzie chciał zgładzić Russella, to właśnie Deadpool, powodowany swym ojcowskim instynktem, stanie w obronie giganto-chłopca. Pomogą mu w tym oczywiście przyjaciele, dysponujący specjalnymi mocami, ale to już musicie zobaczyć sami. Jedno jest pewne – w tej części nie tylko Deadpool zasługuje na miano anty-superbohatera :)

Trzyma poziom

Myślą przewodnią drugiej odsłony tej franczyzy jest rodzina i to, w jaki sposób ją tworzymy. Jednak zarówno to, jak i cała akcja, są tu drugorzędne, bo liczy się przede wszystkim styl, w jakim jest prezentowana. Ciepełko emocjonalne ustępuje miejsca długim (wręcz wydłużanym do granic wytrzymałości widza) scenom walki, upstrzonym efektami specjalnymi jak bożonarodzeniowa choinka, oraz pikantnym, czasem wulgarnym, ale zawsze śmiesznym dialogom. Dobrze wiecie, że nie jestem śmieszką czy chichotką, ale na tym filmie nie sposób się nie zaśmiać i gwarantuję, że nawet największe marudy wyjdą z kina uśmiechnięte. Za najzabawniejsze momenty uważam oczywiście ten z nóżkami i babcią, oraz mignięcie Brada Pitta.

Idąc na Deadpoola spodziewamy się licznych uszczypliwych i sarkastycznych odniesień do popkultury, podawanych najczęściej w bezpośrednich zwrotach do widza. Jest tego co niemiara i mam nawet wrażenie, że wyszło lepiej niż w jedynce. Podoba mi się poczucie humoru twórców, którzy bardzo ironicznie dobrali ścieżkę dźwiękową (genialna!), zastosowali spowolnienia, a nawet pozwolili Reynoldsowi ponabijać się do woli z Wolverina, a przede wszystkim z samego siebie. Dostaje się też oczywiście innym gwiazdom świata rzeczywistego i marvelowskiego, ogrywa się wszelkie możliwe klisze, przez co fabuła jest tak bogata, że można odnieść wrażenie, że się obejrzało trzy filmy, a nie jeden i to normalnej długości. Jednym słowem lekko, z humorem, bez przestojów i pustych przebiegów.

Dużym plusem tej części i poprawą w odniesieniu do jedynki, jest dynamika związku Wade’a i Vanessy. Mam pewien problem z wulgarnym językiem i ogólną agresją, z jaką tych dwoje się do siebie zwracało, a tego w drugiej części już nie użyczymy. Może jestem przewrażliwiona, ale wolę, gdy jest zachowana pewna równowaga, którą w części pierwszej przekroczono, a w drugiej utrzymano, bez uszczerbku dla produkcji. Uwierzcie Deadpoolowi, w to, co mówi na początku, bo to naprawdę jest film familijny :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *