Blue Jasmine

No i rozdali Oscary. Może i nie podoba mi się, że Mathew McConaughay dostał nagrodę za pierwszoplanową rolę męską, ale pocieszam się myślą, że byłoby jeszcze gorzej, gdyby na jego miejscu lub obok niego na podium znalazł się Bradley Cooper. Za to do laureatki Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą, czyli do Cate Blanchett nic nie mam. Wprost przeciwnie, lubię ją bardzo, podobnie jak reszta świata. To, że wcześniej nie opisałam Blue Jasmine, filmu w którym gra oscarową rolę, nie wynika wcale z mojej antypatii do aktorki czy ignorancji. Po prostu filmy Woody’ego Allena wydają mi się zawsze dziwne, nieśmieszne, sztywne, przegadane i zrobione jakby na siłę. Wiem, że akurat tym reżyserem wypada się zachwycać, a skoro nie mogę się zachwycać, to po prostu milczę (choć w głębi serca, którego ponoć nie mam, wiem, że wielu widzom również nie podoba się jego styl). No, ale jak już jest Oscar dla pięknej Cate, to co sobie będę żałować.

Tematyka Blue Jasmine jest mi naprawdę bardzo bliska i jestem pewna, że gdyby ktokolwiek inny zrealizował film oparty na tym pomyśle, wyszłoby coś naprawdę pięknego. Tytułowa Jaśmina, losy której znają już chyba wszyscy kinomaniacy, przynajmniej z zapowiedzi i artykułów prasowych, jest postacią, która skupia w sobie wszystkie najgorsze cechy ludzkie (moim zdaniem oczywiście, wielu z was zapewne najbardziej nie lubi pedofilów czy seryjnych morderców; ja najbardzije na świcie nie lubię właśnie takich kobiet). Właściwie cała Jaśmina jest tylko jedną cechą, a mianowicie samouwielbieniem. Ta narcystyczna, egoistyczna, snobistyczna bestia w największej pogardzie ma uczucia bliźnich. W jej świecie jest miejsce tylko dla jednej osoby, czyli dla niej samej. Jest królową własnego wszechświata, której ulubionej słowem jest bezwzględnie ,,ja”. To naprawdę niezwykłe doświadczenie, tak patrzeć jak piękna, niby inteligentna dojrzała kobieta tapla się w samoukwieconej słodyczy, zamknięta w bańce złudzeń i różowych snów i wyobrażeń na własny temat. Jej zapatrzenie w sobie jest jak lepka i toksyczna substancja powoli rozkładająca jej życie psychiczne (umysł Jaśminy jest podczas oglądanych scen w stanie kompletnego szoku i załamania psychicznego, spowodowanego zdradą męża). Właściwie powinniśmy nieszczęsnej kobiecie współczuć, bo w końcu nie dane jest jej oglądać prawdziwe oblicze świata, jednak ja niestety nie umiałam wzbudzić w sobie tego szlachetnego uczucia.

Zapałałam do postaci Jaśminy prawdziwą nienawiścią z tego prostego względu, że od pewnego czasu mam wrażenie iż otaczają mnie same takie osoby. Zapewniam, że w kreacji Blanchett nie ma żadnej przesady. Takie osoby żyją wśród nas! W moim najszczerszym przekonaniu zapatrzenie w siebie, ciągłe prowadzenie narracji tylko na własny temat (na przykład w odpowiedzi na pytanie ,,Co u Ciebie?” otrzymywanie dwugodzinnej odpowiedzi o szczegółowym przebiegu dnia, z uwzględnieniem cytatów z samej siebie i podawaniem dokładnych godzin poszczególnych, ,,bardzo istotnych” czynności) jest prawdziwą plagą, która doprowadza do totalnego rozkładu relacje międzyludzkie, bo w końcu nie każdy może być w życiowej bajce głównym bohaterem, a na bycie postacią drugoplanową nikt się nie godzi. Gdy czasem wpadnę w sidła takiej prawdziwej Jaśminy (często są to starsze kobiety, ale zdarzają się także młode wszystkowiedzące wyrocznie) czuję się struta przez kilka dni, ponieważ mam wrażenie, że do słuchania tym ludziom wystarczyłby kartonowy ludek zamiast mnie. No serio, nie trzeba nawet potakiwać! One nie robią nawet przerw na wdechy czy przecinki, tak jak bohaterka filmu Allena w pierwszych scenach w samolocie i na lotnisku. Ludzie, jak nie macie się do kogo wygadać, załóżcie sobie bloga!

Uważam, że Cate Blanchett słusznie została nagrodzona ubiegłej nocy, ponieważ zmusiła tłumy widzów do niechęci do tak sympatycznej i pięknej osoby jaka jest ona sama. Totalnie zerwała ze swoim wizerunkiem ciepłej bogini o rysach delikatnego elfa, a przy tym nie musiała wcale ani gwałtownie tyć, ani chudnąć, nie wcieliła się też w osobę przeciwnej płci, ani też nie nakręciła włosia na wałki jak Bradley Cooper. Już gdzieś w połowie filmu czułam, że mogłabym tę kobietę udusić gołymi rękami gdybym ją dorwała (nie ważne, że ma depresję), a jednocześnie czułam, że na tym polega właśnie wielkość tego aktorstwa, zmuszającego mnie do takich odczuć.

Jedna myśl na temat “Blue Jasmine

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *