Anomalisa

Autor wielu docenianych scenariuszy Charlie Kaufman tym razem (dopiero po raz drugi) wziął się za reżyserię i trzeba przyznać, że wyszło naprawdę dobrze. Patrząc na Anomalisę obiektywnie, jest to bardzo udany film, który choć animowany, porusza wiele ważkich życiowych kwestii i niejednego widza wzrusza lub zasmuca do łez. Ja jednak mam z Anomalisą problem i choć rozumiem jej wagę, nie lubię tych bohaterów, nie zachwycam się pracochłonną animacja lalek, a nawet odwołania do zaburzeń psychicznych czy kafkowskiego oniryzmu jakoś do mnie nie przemawiają. Ta opowieść wydaje mi się oschła, bezduszna i ciężka, z pewnością już do niej nie wrócę, choć mnie samej wydaje się to dziwne, gdyż znalazłam w niej wiele odniesień do własnego życia, wiele moich myśli powiedzianych na głos.

Ja, wszędzie dookoła tylko ja

Motywem przewodnim tej fabuły jest zaburzenie psychiczne nazywane zespołem Fregoliego, które objawia się tym, że cierpiący na nie człowiek postrzega wszystkich otaczających go ludzi jako jedną osobę. Fregoli to także nazwa hotelu w Cincinnati, w którym zatrzymuje się nas przylatujący z Los Angeles bohater, czyli Michael Stone (głosu użyczył Davit Thewlis). Michael jest tu z powodów służbowych; jako autor bestsellerowej książki o marketingu, poprawiającej w każdej firmie wyniki o 90%, ma wygłosić mowę motywacyjną dla grupy pracowników branży handlowej.

Anomalisa

Patrząc i słuchając świata zmysłami naszego bohatera, widzimy ludzi o jednakowej twarzy, mówiących tym samym męskim głosem. Nie ważne czy to taksówkarz, żona Michaela, kierownik hotelu czy była dziewczyna. Wszyscy mówią głębokim męskim głosem Toma Noonana. Ta dziwna przypadłość nie opuszcza Michale nawet w jego pokręconych snach, w których zapatrzeni w niego ludzie go osaczają. Prawdopodobnie z powodu tego, że każda spotykana osoba ma tę samą twarz i głos, Michael jest zmęczonym, zrezygnowanym, depresyjnym i neurotycznym mężczyznom, który siedząc w swoim nijakim pokoju hotelowym sprawia wrażenie, jakby miał się za chwilę zabić. I wtedy właśnie zdarza się prawdziwy cud. Nasz bohater słyszy głos inny niż wszystkie, a potem spotyka jego właścicielkę, której twarz także równi się od tego co ogląda co dzień w lustrze i w innych osobach. Anomalią w zbiorze klonów okazuje się nieśmiała lecz urocza Lisa. Między tym dwojgiem bardzo szybko wybucha prawdziwy gejzer uczuć.

Seks smutnych lalek

Moim zdaniem ten film nie jest tylko o chorobie psychicznej, ale głównie o tym, że każdy z nas czeka na taką anomalię o imieniu Lisa, która nas obudzi, otrzeźwi, wyciągnie z marazmu codzienności, sprawiając, że znowu się zechce żyć. Bardzo przemawia do mnie to nałożenie wszystkim tej samej twarzy, gdyż od lat mam wrażenie, że ludzie dookoła są identyczni, a co gorsza, w identyczny sposób zarażeni narcyzmem, przez co nie zauważają siebie nawzajem, tylko żyją we własnej bańce wyobrażeń i przekonań (tak, to o tych wszystkich, którzy z nami nie rozmawiają, tylko czekają na chwilę przerwy w naszej wypowiedzi by móc monologować o sobie, znacie to). Michael jest właśnie kimś takim, a zapatrzenie we własne neurozy go dosłownie dobija.

Ten, kto tak jak bohater, jest smutnym osobnikiem w połowie swej życiowej drogi, z pewnością zobaczy w Anomalisie swoje odbicie. Podobnie jak ci, którzy uważają, że świat jest w kryzysie i się rozpada, właśnie tak jak twarz kukiełki z filmu. Ja mam największy problem z tym, że społeczeństwo nas do siebie upodabnia, tworząc grzecznie konsumujące papkę klony, dlatego też podczas seansu głównie na to zwracałam uwagę. Prawdopodobnie o jakości tego filmu może świadczyć właśnie wielość jego odczytań, co jednak nie zmienia faktu, że zwyczajnie Anomalisy nie lubię.

Denerwował mnie przede wszystkim sposób na animację, to że laki jakby grają w zwyczajnym filmie, bo trochę nie rozumiem po co ktoś zadał sobie tyle trudu by ten świat wyglądał jak wszystko inne w telewizji, szaro i zwyczajnie. Może i ludzcy aktorzy nie byliby tacy efektowni, ale w historii nic by to nie zmieniło, a na pewno wyszłoby taniej. No i może jest ze mną coś nie tak, ale nawet słynna już scena seksu między kukiełkami mnie odrzuca. To zbliżenie jest zbyt długie i jakieś takie niezborne. Męczyłam się patrząc na ten smutny seks. W ogóle, jeśli chcecie wyjść z kina z poczuciem, że oddaliście się inteligentnej rozrywce, ale także czemuś dołująco smutnemu i pozbawionemu nadziei, wybierzcie się właśnie na Anomalisę.

Na koniec jeszcze wątek humorystyczny. By nie psuć sobie radości z niespodzianki, przed seansem specjalnie o filmie nie czytałam, dlatego też nie wiedziałam, że ma tu miejsce taki głosowy eksperyment. Efekt był taki, że przez dobre kilkanaście minut filmu myślałam, że Michael rozmawia nie z kobietami o takim samym głosie, ale z transwestytami lub (przez telefon) ze swym życiowym partnerem. Dopiero gdy pojawiła się Lisa, dotarło do mnie o co chodzi:) Taka sytuacja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *